Cytat

Cytat z artykułu – Polak, a dobrze liczy, Aleksandry Pezdy
w GW – 10 grudnia 2013
Obowiązkowa matura z matematyki uczyniła cud i zmobilizowała uczniów – przyznaje Dariusz Kulma, nauczyciel matematyki z Mińska Mazowieckiego (ma tytuł Nauczyciela Roku i organizuje od lat matematyczne ogólnopolskie konkursy). Dzisiaj prowadzi prywatny biznes – kursy przygotowawcze do matury. Ma nadkomplety. OK. 150 licealistów przychodzi na cztery godziny w tygodniu przez cały rok. Również ten rocznik, który zbadała ostatnio PISA.
Czy Was ten kawałek nie porusza?
Chyba gonimy jednak Azję, przynajmniej w wyścigu pt. korepetycje!
Danusia

22 komentarze

  • avatar

    Xawer

    2 kwietnia 2012 at 12:13

    Pozwolę sobie skrytykować te zadania z trochę innego punktu widzenia.
    Zad.6 (latająca ryba).
    Wśród podanych odpowiedzi nie ma żadnej poprawnej. Bardzo słusznie, że autorzy zadania napisali, że 90km/h to maksymalna prędkość ryby, a nie że prędkość jest stała (to byłoby niefizyczne). Ponieważ jednak podano nam maksymalną prędkość, a prędkość nie była stała, to średnia prędkość w czasie lotu była mniejsza. Czyli odległość przebyta jest mniejsza od 125m. Ale żaden mechanizm fizyczny lotu swobodnego nie mógłby doprowadzić do niejednorodności tak silnej, by zasięg spadł aż do 2.5m.
    Zad.22 (bieganie dookoła stawu)
    Zupełny bzdet z rodziny szkolnej nierzeczywistości!
    Autorowi zadania kazałbym biegać dookoła stawu tak długo, aż pięć kolejnych dwunastominutowych okrążeń zajmie mu każde tyle samo z dokładnością jednej minuty.
    Ale – abstrahując od nierzeczywistości oprawy słownej tych zadań, ja bym ich tak bardzo nie potępiał.
    Ryba jest banalnym zadaniem na mnożenie i dzielenie trzech lub czterech czynników: prędkość=90km/h, czas=5s, 1000m/km, 3600s/h. Nie zgodzę się, że jest to trudne zadanie. Jeśli czegoś tak banalnego nie możemy wymagać od szóstoklasisty, to czego możemy?
    Bieganie, gdyby nie debilność narracji, podobałoby mi się. To właśnie jest zadanie, wymagające odrobiny wyobraźni matematyczno-fizycznej, a bardzo trudno jest wkuwać i uczyć pod takie zadania, nie jest to też zadanie ze szkolnej sztampy. Uczeń z odrobiną wyobraźni zauważy, ze Tomek pojawia się w punkcie startu w 12, 24, 36, 48 i 60 minucie, a Kasia w 8, 16, 24, 32, 40, 48, 56. Czyli oboje będą tam wyłącznie w 24 i 48 minucie.
    Natomiast nierzeczywistość narracji dyskwalifikuje to zadanie. Jakby nie można było zamiast Kasi i Tomka mówić o tramwajach linii A i B, startujących różnymi trasami z tej samej pętli tramwajowej, tramwaj linii A wraca na pętlę i zaczyna następny kurs po 120 minutach, a linii B po 80 minutach?
    A przy okazji – skąd wzięłaś te zadania? Na stronie Gazety są inne zadania (nie to, żeby mądrzejsze…) jako próbny sprawdzian 2012: http://bi.gazeta.pl/im/8/10958/m10958168,6KLASA-ARKUSZ.pdf

    • avatar

      Danusia

      2 kwietnia 2012 at 12:36

      ad zad 6. Witold powinien się ucieszyć z tej klaryfikacji, zdrowy rozsądek też.
      „Jeśli czegoś tak banalnego nie możemy wymagać od szóstoklasisty, to czego możemy?” – no zrób test na swoich znajomych, podziel się wynikami tego testu.
      Fakt, że zamiast Tomka mógłby być z pożytkiem tramwaj.
      Ja ten test wzięłam z Gazety papierowej, może zmienili, jak zobaczyli co zaproponowali?
      Pozdrawiam Danusia

          • avatar

            Xawer

            2 kwietnia 2012 at 20:34

            Mam na razie tylko dwie odpowiedzi, obie poprawne. Ale zbiorę jeszcze kilka i odpytam we czwartek gimnazjalistów, wtedy zamieszczę podsumowanie.
            Bardzo spodobało mi się uzasadnienie (z ust pięćdziesięcioletniej lekarki).
            „Jadąc 60km/h w minutę robimy kilometr. Czyli przy 90km/h robimy półtora km. Czyli w 1/10 minuty = 6s robimy 150m. Czyli w 5s robimy trochę mniej: zaznacz B=125m.
            „Trzeba przeliczyć, oszacować się nie da.” – jak widać dało się…

        • avatar

          Xawer

          5 kwietnia 2012 at 23:44

          Gimnazjaliści będą za tydzień, zapomniałem, że teraz mają wakacje więc dziś nie mieliśmy lekcji.
          Odpytałem dziewięcioro dorosłych, wszystko pokolenie 40-60, z wyższym wykształceniem, ale nikt z nich po politechnice ani ścisłych wydziałach uniwersyteckich.
          Odpowiedzi:
          A – 0
          B (prawidłowa) – 5
          C (błędna, ale na szybkie szacowanie: blisko) – 2
          D – 0
          E („zadawałam maturę 40 lat temu, daj mi spokój!”) – 1
          F (środkowy palec + wymowna mina) – 1
          nikt nie domagał się kalkulatora, nikt nie liczył na kartce, wszystkie odpowiedzi padły poniżej jednej minuty

          • avatar

            Danusia

            6 kwietnia 2012 at 11:58

            Dziękuję Ksawery. To mnie trochę pocieszyło.
            Mój sondaż dał trochę inne rezultaty. 5 osób odmówiło liczenia (komentarzy nie cytuję), jedna dobrze zaczęła szacować, ale nie chciało jej się dokończyć. Dwie z tych pięciu powiedziały, że to trzeba usiąść i policzyć, a nie mają czasu.
            Lekarka nasz – guru.
            Danusia

          • avatar

            Josias

            10 czerwca 2012 at 20:20

            A może to jest rozgrywka ruicskh szachistf3w, ktf3rych reprezentuje w Polsce nieformalne środowisko i ludzie byłych WSI, ktf3rych oficjalną postacią władzy jest Bronisław Komorowski i jego wierny pretorianin Palikot, przeciwko D.Tuskowi reprezentującemu jednak drugą metropolię, kondominium rosyjsko niemieckiego?Taka rywalizacja byłaby zgodna z tradycjami prowadzenia gier przez tych strategicznych partnerf3w.Może chodzić o to, ktf3ra metropolia będzie miała więcej do powiedzenia i wyciągania korzyści z tego układu.Np. Rosji chodzi o zdominowanie rynku gazowego w Polsce, co niekoniecznie jest po myśli Niemiec(stąd taka jak widać postawa UE dotycząca kontraktu gazowego Polska -Rosja).

  • avatar

    Xawer

    3 kwietnia 2012 at 17:02

    Można już zobaczyć zadania z prawdziwego egzaminu.
    http://d.webgenerator24.pl/k/r//d8/do/ca7a1g08cc88cc8cck4gcw040gc/spr.pdf
    Nie powalają oryginalnością (poza jednym – poniżej), ale wpadek takich jak na tym próbnym sprawdzianie tez nie ma. Danusia przejechałaby się zapewne po kilku za grę w załapańca z uczniami (pytanie o coś łatwego zadane w skomplikowany sposób, np. zad.17) i za głupie pytania na rozumienie przeczytanych tekstu i na konstruowanie wypowiedzi.
    A ja chcę pochwalić test za jedno zadanie (co do którego mam przekonanie, że mniej niż 10% sobie z nim poradzi) – ale jeśli już mają być testy i sprawdziany, to niech używają tego typu zadań: niesztampowych i skonstruowanych tak, że nie sposób uczyć pod nie, a pamięciowe wkuwanie nie pomaga w nich ani trochę. Więcej takich zadań na testach, to nawet testocentryczna szkoła będzie musiała przestawić się na rozsądniejszy styl uczenia.
    Choć Danusia zapewne je oprotestuje jako zbyt trudne.
    Zad. 24 Dwie sąsiednie ściany drewnianego klocka w kształcie sześcianu pomalowano na zielono, a pozostałe na żółto. Następnie klocek ten rozcięto na osiem jednakowych małych sześcianów. (jest rysunek)
    Ile małych sześcianów ma tylko jedną ścianę pomalowaną na zielono?
    Ile małych sześcianów ma trzy ściany pomalowane na żółto?

  • avatar

    Xawer

    3 kwietnia 2012 at 19:45

    Zobaczymy jak moi gimnazjaliści sobie poradzą. Dopiero za ponad tydzień – zapomniałem o Świętach…
    Być może masz rację, ze to zbyt trudne dla „wyedukowanego ucznia” – „wyedukowanego” w dzisiejszej szkole.
    Tu niestety wpadamy w błędne koło. Załóżmy na chwilę, że testocentryczność szkoły jest poza naszą aktualną dyskusją. Szkoła uczy pod schematyczne testy, oduczając myślenia i kombinowania tak, jak to robiła ta moja znajoma.
    Zadanie o przecinanej kostce zapewne okaże się jeszcze trudniejsze.
    Ale jeśli już mamy te testy, to popierajmy w nich tego typu zadania: premiujące wyobraźnię, kombinowanie i myślenie, takie pod które nie da się uczyć i w których wkuwanie nie pomaga ani trochę. Wyniki sprawdzianów nie mają znaczenia dla ucznia, ale są czynnikiem motywującym szkołę (patrz wszystkie nasze dyskusje o testocentryczności). Im więcej takich zadań na egzaminach, tym mniejsza motywacja szkół by uczyły ‚pod testy’, uczyły pamięciowo i schematów, a otwarcie im drogi do sukcesu w rankingach przez wspieranie rozumienia, myślenia i kombinowania.

  • avatar

    Xawer

    3 kwietnia 2012 at 19:50

    Zobaczymy jak moi gimnazjaliści sobie poradzą. Dopiero za ponad tydzień – zapomniałem o Świętach…
    Być może masz rację, ze to zbyt trudne dla „wyedukowanego ucznia” – „wyedukowanego” w dzisiejszej szkole.
    Tu niestety wpadamy w błędne koło. Szkoła uczy pod schematyczne testy, więc chciałabyś, żeby testy były dostosowane do ich umiejętności, więc w następnym roku szkoła byłaby zmotywowana do jeszcze bardziej schematycznego uczenia.
    Załóżmy na chwilę, że testocentryczność szkoły jest poza naszą aktualną dyskusją. Szkoła uczy pod schematyczne testy, oduczając myślenia i kombinowania tak, jak to robiła ta moja znajoma.
    Zadanie o przecinanej kostce zapewne okaże się jeszcze trudniejsze.
    Ale jeśli już mamy te testy, to popierajmy w nich tego typu zadania: premiujące wyobraźnię, kombinowanie i myślenie, takie pod które nie da się uczyć i w których wkuwanie nie pomaga ani trochę. Wyniki sprawdzianów nie mają znaczenia dla ucznia, ale są czynnikiem motywującym szkołę (patrz wszystkie nasze dyskusje o testocentryczności). Im więcej takich zadań na egzaminach, tym mniejsza motywacja szkół by uczyły ‘pod testy’, uczyły pamięciowo i schematów, a otwarcie im drogi do sukcesu w rankingach przez wspieranie rozumienia, myślenia i kombinowania.
    ooops – źle mi się zrobiło cut-paste… skasuj proszę poprzedni, niekompletny komentarz

  • avatar

    Wiesław Mariański

    3 kwietnia 2012 at 21:19

    Dzisiaj zaskoczyła mnie pewna nauczycielka. Zazwyczaj można spotkać dwie opinie o systemie testowym:
    – testy i egzaminy powszechne są konieczne i pożyteczne, należy je rozwijać i udoskonalać
    – system testocentryczny jest szkodliwy
    Wspomniana osoba powiedział tak: nie widzę żadnego pożytku w testach. Nie skrytykowała, ale wskazała na fakt: brak pożytku, czyli brak pozytywnego celu i skutku.
    Dodała jeszcze jedno zdanie, dla mnie jest wstrząsające: w oświacie robiło się i robi różne udoskonalenia, ale nikt nie pytał i nie pyta mnie o opinię w tych sprawach.
    A przecież ta osoba jest najważniejszym wykonawcą owych zmian.

  • avatar

    Danusia

    4 kwietnia 2012 at 22:18

    Tych co nie są przekonani do testów zapraszam na stronę: http://unitedoptout.com/ i jeszcze na drugą: http://fairtest.org/k-12/authentic%20assessment.
    Obejrzałam sprawdzian. Lepszy niż próbny gazetowy.
    Mam duże wątpliwości dotyczące pytań otwartych. Np zadanie nr 26:
    napisz opowiadanie o tym, jak ktoś zrobił niespodziankę swoim domownikom. Twoja praca powinna zająć co najmniej połowę wyznaczonego miejsca na arkuszu egzaminacyjnym.
    Co prawda nie jestem nauczycielką języka polskiego, więc może nie mnie oceniać. Na szczęście w przedmiotach ścisłych nie ma takiej dowolności i braku konkretu.
    Mam wątpliwości, czy uczeń wie, czego od niego wymagają. W treści zadania jest informacja tylko o objętości pracy. Mniemam, ze to za mało, ale jako uczeń mogę nie wiedzieć – CO BĘDZIE OCENIANE.
    W odpowiedziach jest zamieszczony jakiś tekst, ale czy on jest wzorcowy? Nie ma błędów ortograficznych (ten tekst), ale czy to wystarczy?
    Sporo wątpliwości i pytanie o sens!
    Danusia

  • avatar

    Xawer

    9 kwietnia 2012 at 21:15

    @Danusia 6 kwietnia 2012 o 11:58
    Oj! Popracuj nad swoimi znajomymi, żeby im się chciało!
    Do mojej statystyki dochodzi moja licealna uczennica (poprawna odpowiedź w kilkanaście sekund: bardziej na zrozumienie pytania, niż zastanawianie się).
    Klucz do edukacji to motywacja – gdy już im się zachce policzyć tak skomplikowane zagadnienie, to zobaczą, że „to wymaga policzenia” nie zajmuje godziny, tylko kilkanaście sekund.
    A (nie śmiem insynuować) może Ty ich onieśmielasz i bezpieczniej się czują spławiając Cię, niż by mieli zobaczyć belferski wzrok?
    Aż nie chce mi się wierzyć, bo to ja zawsze optuję za ostrym ocenianiem, a Ty za łagodnością.
    I to ja często (zupełnie mimowolnie, wiem!!!, pracuję nad sobą i staram się powstrzymywać) pluję jadem ironii na kogoś, popełniającego lekki tylko błąd, co może onieśmielać i demotywować…
    Pomyśl o ciasteczkach (Wróbel poniżej CEO) jako nagrodach! Sprawdzają się z pewnością nie gorzej, niż mini-babeczki owocowe z cukierni w Kałęczynie (najbliższa do mojego domu cukiernia).
    Ceterum censeo: niech Pani Kasia wreszcie zrobi coś z tym blogowiskiem, żebym zauważał odpowiedzi na moje posty wcześniej niż po tygodniu!

  • avatar

    Xawer

    13 grudnia 2013 at 20:39

    Jakąż efektywność ma ten „nauczyciel roku”!
    Przez rok po 4h w tygodniu, to można spokojnie przejść przez cały kurs analizy i algebry dla politechniki…
    A on osiąga ten wielki sukces, o jakim szkoła tylko marzy: dzięki tym zajęciom będą jednak w stanie policzyć cenę spodni przed przeceną.
    Chociaż pewnie ma rację – lepiej wziąć od rodziców pieniądze za cztery godziny niż za jedną. A już dużo bardziej się opłaca, niż uczyć ich w ramach etatu.

  • avatar

    Wiesław Mariański

    19 grudnia 2013 at 06:05

    Cytat jest porażający. Doskonale ilustruje tezy:
    – szkoła to wielkie oszustwo
    – szkoła jest oparta na kłamstwie
    – uczeń jest dla szkoły, a nie odwrotnie
    – szkoła przypomina obóz pracy
    – szkoła rozjeżdża ludzi
    – szkoła to stracony czas
    A może niepotrzebnie oburzamy się ? Może za 100 lat właśnie tak będzie wyglądała edukacja. Nauczać będą tylko ci ludzie, którzy chcą i potrafią. Będą zakładać swoje szkoły, tak jak teraz można założyć swoją firmę. Jedno i drugie może działać skutecznie, dopóki znajdują się klienci gotowi zapłacić za oferowane produkty.

  • avatar

    Xawer

    19 grudnia 2013 at 14:31

    Nauczanie domowe (wykraczające poza uczenie dzieci przez ich rodziców) nigdy nie było powszechne.
    Nie lubię określenia „kapitał społeczny” Każdy, kto je używa, rozumie pod nim coś zupełnie innego. Od Bourdieu po Fukuyamę — u których są to zupełnie różne pojęcia.
    Zwłaszcza u Bourdieu jest to kolejny postmodernistyczny termin-wytrych, oznaczający coś niejasnego, ale w oczywisty sposób dobrego, słusznego i pożądanego, tak że gdy dochodzi do dyskusji o konkretach, to zawsze można wykręcić jego znaczenie na odwyrtkę. Zaetykietowanie czegoś, jako „niesprzyjającego rozwojowi kapitału społecznego”, to przywalenie słownym postmodernistycznym cepem przed którym nie sposób się obronić.
    Jeśli użyłaś jednak tego pojęcia w takim znaczeniu, jak robił to Fukuyama, to nauczanie domowe elit ma się nijak do kapitału społecznego, ten jest związany z zupełnie innymi czynnikami, jak stabilność tradycyjnych wartości etycznych.

Dodaj komentarz