Szacunek w pracy nauczyciela

Z okazji Dnia Nauczyciela i w docenieniu pracy pedagoga napisałam dla Was tekst, zawierający 12 możliwych  do osiągnięcia radości w pracy nauczyciela.
Zawód nauczyciela jest zawodem pełnionym dla i z myślą o ludziach. Obojętnie, czy uczymy studenta na studiach, czy ucznia w pierwszej klasie, to uczymy człowieka. Janusz Korczak, którego wszyscy bardzo cenimy powiedział: „Nie ma dzieci – są ludzie…” Trzeba stale mieć to na uwadze. Dziecko nie staje się człowiekiem, ono jest od samego urodzenia człowiekiem i tak, jak każdy z nas powinno być traktowane z szacunkiem. W przypadku dzieci jest to szczególnie ważne, gdyż dziecko nie umie zawalczyć o siebie, o swoje prawa o należną mu życzliwość.
Po tym emocjonalnym wstępie chciałabym przejść do człowieka nieco starszego, czyli do nauczyciela. Decydując się na zawód nauczyciela zgadzamy się, aby odnosić się do podopiecznych z szacunkiem i życzliwością.

Czy możemy oczekiwać w zamian od uczniów tego samego? Tutaj sytuacja nie jest symetryczna, gdyż człowiek – uczeń jest w procesie uczenia się i wychowania, może popełniać błędy i dorosły z cierpliwością powinien się do nich odnosić.
Bywają sytuacje, gdy dorosły zostaje wyprowadzony z równowagi zachowaniem młodszej osoby, ale różnica wieku zobowiązuje, aby to dorosły był „mądrzejszy”. Jeśli nauczyciel wchodzi w konflikt z uczniem, podnosi głos, pokazuje swoja frustrację, to schodzi na poziom dorastającego ucznia. Widok krzyczącego na dziecko bez opanowania dorosłego  (obojętnie, co ono zrobiło), jest widokiem żenującym, świadczącym o braku dojrzałości u dorosłego.
Zdaję sobie sprawę, że wielu z nauczycieli może przyjąć moje uwagi jako moralizatorskie i mogą one ich denerwować. Nie dziwię się, sama wychowując i pracując z młodymi ludźmi czasami traciłam cierpliwość. Jednak dusiłam to w sobie, aby właśnie nie schodzić na poziom walki z uczniem. Dziecko nie jest partnerem do walki dla dorosłego.
Jak można sobie pomoc w procesie wychowania i nauczania uczniów, aby zachować postawę pełnego szacunku dorosłego i jednocześnie mieć z nauczycielstwa frajdę?

  1. Lubię ludzi. Po pierwsze trzeba lubić ludzi – jeśli się nie lubi, to najlepiej nie pracować z ludźmi. Jeśli oczekujemy, że w pracy z uczniami będziemy spotykać już ukształtowanych, mądrych ludzi, to srogo się zawiedziemy. Za to patrzenie na to, jak uczniowie się zmieniają, jak dorastają, jak stają się mądrzejsi (też dzięki nam),  jest w pracy nauczyciela prezentem.
  2. Pamiętam, że uczeń jest w procesie. Pamiętać, że uczeń jest w procesie, uczy się i dorasta. Warto czasami rozejrzeć się wokół siebie i pomyśleć, że wszyscy ci szanowani profesorowie, autorytety, wspaniali ludzie kiedyś w szkole bywali okropni. Nasi uczniowie już za kilka lat będą znaczącymi osobami, od których może będzie zależeć nasze życie, warto aby mieli dobre doświadczenia na których będą bazować. Tak właśnie – ten Jaś z II a, który na nas napluł, już za kilka lat może być chirurgiem, który nas operuje.
  3. Wiem, że moi uczniowie mają dobrą wolę. Zakładać dobra wolę u podopiecznych. Jeśli nawet kłamią i zachowują się źle, to jest to spowodowane ich obroną przed agresywnym światem, pełnym niszczącej konkurencji. Człowiek rodzi się pełen ufności w dobrą wolę świata, to świat dostarcza mu stresujących sytuacji, które owocują złymi zachowianiami. Jako dorośli często nie zdajemy sobie sprawy, co dziecko przeżywa np. w domu lub co strasznego spotkało go ze strony kolegów. Bardzo często reakcją ucznia na zranienie jest odwrócenie ataku i to przeważnie nie na źródło, które go zraniło. Nasi uczniowie chcą żyć z nami w przyjaźni, korzystać z naszej pomocy i życzliwości, nie postępują z intencją – źle.
  4. Mam zaufanie do moich uczniów. Mieć nadmiar zaufania do uczniów. Jako ludzie nie chcemy być oszukiwani. Moim zdaniem lepiej być przez uczniów oszukanym, niż z braku zaufania ich skrzywdzić. Jeśli dziecko oszukuje, to nie robi tego, aby nam dokuczyć, ono broni się przed karą, która może go spotkać, a oszustwo wydaje mu się drogą do uniknięcia kary. Znacznie lepiej być w stosunku do dziecka „naiwnym” niż być dla niego katem.
  5. Jestem życzliwą osobą. Zdawać sobie sprawę, że mamy unikalną szansę być nielicznym życzliwym dorosłym w otoczeniu dziecka. Często sytuacja w domu może być bardzo stresująca dla młodego człowieka, może być też odtrącony przez rówieśników i wtedy nasza życzliwość może wręcz zaważyć na jego życiu. Mało o tym wiemy, bo nikt nam o tym nie mówi, ale zapewniam was, że słyszałam wiele opowieści o jednym życzliwym zdaniu wypowiedzianym przez nauczyciela, które odmieniło życie ucznia i które uczeń wspomina po latach. Chyba nie znam drugiego takiego zawodu, który ma takie szanse.
  6. Buduję relację z uczniami. Nauczyciel ma unikalną szansę posiadania relacji z młodymi ludźmi. Aby ta relacja mogła zaistnieć, konieczne jest poświęcenia uczniowi czasu. Relacji nie zbuduje się bez czasu. Relacja nie oznacza dawania rad i wskazówek, ona oznacza postawę szacunku i pomocy w stosunku do ucznia.
  7. Przygotowuję się do lekcji. Traktować każdą lekcję, jak spektakl teatralny z jedną tylko odsłoną. Przygotować się do lekcji, znaleźć interesujące dla uczniów materiały, zastosować angażujące ich metody nauczania…. – trudne zadanie dla nauczyciela, w którym nie ma on za dużo pomocy ze strony podręczników i specjalistów. Jednak podejmowanie prób prowadzenia ciekawych i wciągających lekcji owocuje zaangażowaniem uczniów. Z planowaniem lekcji wiąże się ważny aspekt (mocno podkreślany w ocenianiu kształtującym) – informowania uczniów o tym czego i po co będą się uczyć. Obyście mieli jak najwięcej lekcji po których powiecie: „Uczniowie nie zauważyli, że był dzwonek na przerwę i nadal z zapałem pracowali”.
  8. Współpracuję z moimi uczniami. Współpracować z uczniami, informować ich czego i po co będą się uczyć, pozwalać im na wybór, na wyrażanie opinii, doceniać za mały nawet kawałek dobrze wykonanej pracy. Jak najmniej krytyki, ona nie spowoduje, że uczniowie zaczną się uczyć, oni tylko zaczną się uczyć, jak unikać krytyki, czyli jak oszukiwać. Pamiętajmy, że dobre relacje z uczniem, nie polegają na przekazaniu mu listy jego obowiązków. Nauczyciel ma też sam zobowiązania w stosunku do ucznia.
  9. Pozyskuję od uczniów informację, jak mam ich uczyć. Pytać uczniów, co im pomaga w uczeniu się, jak chcieliby być traktowani przez nauczyciela, jak oceniani. Określać wraz z uczniami zasady, podejmować trudne tematy nad którymi nikt z dorosłych nie chce z nimi dyskutować.
  10. Pozwalam uczniom uczyć się od siebie wzajemnie. Pozwalać uczniom na „ściąganie”, tak, tak niech uczą się od siebie wzajemnie, niech uczą się współpracy, niech się wzajemnie inspirują. W ten sposób przygotowujemy ich do dorosłego życia.
  11. Pozwalam i wykorzystuję błędy. Jeśli musimy wytknąć uczniowi błąd, to jednocześnie doceńmy go za coś innego. Traktujmy błąd uczniowski jako próbę i dawajmy możliwość poprawy. W sumie każdemu z nas zależy na tym, aby uczeń w końcu się nauczył, a nie tylko nauczył się w określonym przez nas czasie.
  12. Dbam o siebie. Szczęśliwy, zadowolony nauczyciel to skarb dla uczniów. Młody człowiek nie rozumie problemów dorosłych, np. małych pensji nauczycielskich, czy wymagań ze strony władz itp. A nawet, jak zrozumie, to nie ma na to wpływu. Zaoszczędźmy mu tego, a za to cieszmy się,  że mamy okazję patrzeć jak dorasta nowa istota i jak my możemy mieć duży wpływ na jej życie.

 
 
 
 

No Comments

  • avatar

    Marta Kaszubska

    7 sierpnia 2011 at 12:42

    Depresja łatwa nie jest, tym bardziej łatwo nie jest jej wyleczyć lekami (tym bardziej tylko lekami). Ciekawe, ze leki wypisuje się tylko po rozmowie z klientem, nie wykonuje się na razie powszechnie badań np. ilości dopaminy w mózgu i aktywności neuroprzekaźników. Przepisując leki lekarz strzela w ciemno. Racjonalnie byłoby pomyśleć, że depresję skuteczniej leczyć terapią, zmianą sytuacji życiowej, wsparciem od innych, ponieważ łaczy się ona z samopoczuciem. Leki (jeżeli juz!) powinny być dodatkiem, tylko w krytycznych sytuacjach. Ryzyownym wydaje mi sie zażywać coś co nie wiadomo jak działa. A szczególnie jak się jest w ciąży. Polecam zmienić otoczenie, wyjechać na długi czas w miejsce, w którym trzeba zaczac od nowa (ale ze wsparciem, nie samemu). To pomaga.

  • avatar

    Liliana

    8 sierpnia 2011 at 20:45

    pomylilam sie, bylas i jestes. Blogujesz, a ja nie widzialam twoich kolejnych wpisow. Inny system….sorry!
    Ale ciesze sie ze piszesz.
    Dotknelas bardzo trudnego tematu – Depresja jest okrutna choroba, czesto wysmiewana przez innych, maltretujaca tych ktorzy ja maja. To istna tortura, by z nia zyc, trzeba ja leczyc, wiec pytanie jak?
    Czasami leki sa niezbedne. Niestety, te na depresje bardzo trudne do utrafienia, ale komus trzeba zaufac. Od tego mamy lekarzy by nas prowadzili. Pamietajmy jednak, ze lekarz jest tylko czlowiekiem, tez sie myli, wiec nie mozemy wierzyc mu swiecie. Sami musimy dowiedziec sie o metodach leczenia depresji. To twoj temat Danusiu – sprowadza sie do edukacji. Musimy duzo czytac, duzo sie uczyc, szukac w mediach pomocy, na inetrnecie zagladac na przerozne strony. Musimy ja rozumiec.
    Problem jest rowniez w tym, ze majacy depresje jest zrezygnowany, nie potrafi sie skupic, nie potrafi sobie pomoc czasami nawet nie chce, nie ma na to sily.
    Nie moze byc wiec sam. Otoczyc sie powinien dobrymi ludzmi, ktorzy beda go wspierali i pokaza mu jak nalezy z depresja walczyc.
    Znam przypadki ludzi ktorzy sami zwalczyli depresje. SYSTEMATYCZNE, wyczerpujace cwiczenia silowe, gimnastyka, kardio, Joga, medytacje wyciagnely ich na prosta. Do tego jednak trzeba posiadac niesamowita dyscypline, ale i tymi naturalnymi sposobami mozna depresje wyleczyc. To bradzo dlugi proces, trwa pre lat, ale najskuteczniejsze lekarstwo, ktorego juz nigdy nie mozna zaniechac. Depresja ma to do siebie ze wraca, wiec trzeba nieustannie dbac o sile, wskrzeszac pozytywne myslenia, pobudzac happy hormons by zostawala zgnieciona, gdy tylko sie pojawi. To moje piec groszy, ktorymi moglam sie tutaj podzielic.
    Moze komus pomoga.
    Jeszce raz pozdrawiam zza oceanu
    Liliana
    http://owocdecyzji.com/

  • avatar

    Danuta Sterna

    9 sierpnia 2011 at 17:34

    Witaj daleko
    Myślę, że to piekielnie trudny temat i nikt nie ma dobrej rady.
    Ja mam tylko bardzo ograniczone zaufanie do lekarzy i specjalistów. Nie wiem, czy znam kogoś komu w tej sytuacji pomogli, a jeśli już, to nie jestem pewna, czy bez tej „pomocy” by sobie nie poradzili. Znam też niestety kilka osób, które na lekach pozbawiły się życia.
    Ale nie o tym jest mój wpis. Chciałam wykazać nielogiczność argumentacji dopuszczającej branie psychotropów w czasie ciąży. Widocznie słabo argumentowałam.
    Mogę sobie wyobrazić, że człowiek jest w tak trudnej sytuacji, że łapie się brzytwy, mogę nawet zrozumieć, że ta brzytwa pozwala mu przetrwać. I Bogu dzięki. Ale nie chciałbym, aby decydowano, za nienarodzone dziecko i to przekonując, że takie są zasady!
    Myślę, że Twoje rady i Marty są bardzo ważne, bo opierają się na walce jednostki o siebie, a nie na zewnętrznym braniu tabletek.
    Dziękuję Danusia

    • avatar

      Liliana Arkuszewska

      16 sierpnia 2011 at 02:21

      wyraziłaś się Danusiu jasno, zrozumiałam cię, ale ponieważ to temat jak rzeka, napisałam o depresji, z własnych obserwacji. Widziałam cierpienia tych, którym depresja nie pozwalała na normalne życie, widziałam ich ból i ich walkę. To oni dali mi prześwidczenie, że można ją zwalczyć ciężko na sobą pracując i otaczając się dobrą energią, bratnimi duszami, które ułatwiają nam nie tracić nadziei.
      Może ktoś kto potrzebujący pomocy trafi na informacje na twoim blogu, może one pomogą.
      Powinniśmy dzielić się tym wszystkim co pozwoli odetchnąć z ulgą, dodać sił i w jakiś magiczny sposób pchnąć do przodu stawiając czoła tej paskudnej chorobie.
      Podobnie jak ty jestem przeciwna brania leków przez kobiety w ciąży. Aż skóra mi cierpnie na samą myśl o matce, która truje chemią jeszcze nienarodzone maleństwo.
      Na pewno w tej kwestii potrzebna jest edukacja.
      Pozdrawiam serdecznie
      Liliana

  • avatar

    b.

    10 sierpnia 2011 at 11:08

    Depresja… czasem myślę, że leczyć ja powinni tylko lekarze, którzy sami wcześniej jej doświadczyli, by w ogóle wiedzieć o czym mowa. Ok, nie trzeba samemu złamać nogi by ją poskładać innemu, ale w tym przypadku nie ma dwóch podobnych nawet sytuacji. Depresja ma tyle twarzy ilu jest nas na świecie, i pewnie tyle samo jest sposobów z niej wychodzenia. Pewnie najprościej jest zapisać zestaw kolorowych tabletek, i pewnie jest bardzo wiele osób którym one pomogą przynajmniej na starcie lub w najtrudniejszym momencie. Ale co dalej? Dalej to dla mnie tylko ludzie, którzy są ze mną. Rozsądnie wspierają, nie gadając bez sensu że jakoś to będzie. Bo jakoś to już było. Marta już napisała, że może warto gdzieś wyjechac wszystko zmieniając. Może właśnie podjąć nowe wyzwanie. Tylko to może kiedyś runąć… Zaszokowało mnie to podawanie psychotropów w ciąży. Nie jestem ich całkowitą przeciwniczką, znam sytuacje kiedy okazały się naprawdę sensowną terapią. Ale w ciąży?
    Z depresantem cierpią najbliżsi…często nawet bardziej niż ta osoba…
    Ech, Danusiu, poruszyłaś cięzki temat i chyba nie jestem dobrą osoba by się wymądrzać. Ale ogólnie to moim zdaniem dobrze że o depresji piszą. Nawet jeśli nie najmądrzej. Bo dla wielu to jakieś fanaberie a nie ciężka choroba. Może kolejne kilka osób nie będzie beztrosko poklepywać po ramieniu i ze współczującym wyrazem twarzy rzucać lekkim tonem że jakoś to będzie. Albo przestaną kazać brać się w garść. A co zaczną robić? A, to już zupełnie inna historia i dla każdego z nas odrębna.

  • avatar

    depres(c)jonowana

    14 sierpnia 2011 at 08:42

    Zgadzam się, ze z lekami trzeba uważać, że jak naprawdę nie są konieczne, to nie brać. Tylko że te rady będą dobre, ale nie w depresji. Nikt, oprócz chorego, nie jest w stanie ocenić, co pomaga. Jeśłi pomagają, a nie ma innego sposobu, to lepiej wziąć.
    Jak mi córka wyskoczy z okna, to jakie wtedy będzie miało znaczenie, że mogła się uzależnić, że mogło zaszkodzić dziecku ?
    Tylko zadbać, żeby trafiła do mądrego,pomocnego lekarza, który trafnie zdiagnozuje, jaki to etap depresji. Bo człowiek w depresji nie jest w stanie obiektywnie ocenić swojej sytuacji. A decyzja o skoczeniu to sekundy. Dlatego wsparcie bliskich, to najważniejsze.
    Joga i inne sposoby raczej dla tych, co dopiero w przedsionku depresji.
    Pozdrawiam.

  • avatar

    Danuta Sterna

    14 sierpnia 2011 at 09:44

    1. Co to znaczy, że leki są konieczne? Kto o tym ma zadecydować?
    2. Jak leki weźmiemy, to oczywiście pomogą, bo to jak obuchem w głowę. Więc zdanie : Jeśli pomagają…., jest już po fakcie.
    3. A jeśli nie wyskoczy, a dziecko będzie uszkodzone? Znam przypadki, że mimo leków wyskakiwali z okna. Nie ma gwarancji nigdy, chyba, że się kogoś zwiąże na całe życie.
    4. Nie ma mądrych lekarz, przynajmniej ja nie znam.Za to znam bardzo dobrych (znanych) lekarzy i psychologów, którzy nie mogą pomóc ani swoim dzieciom, ani sobie.
    5. Joga, wyjazdy, psychoterapia na pewni nie zaszkodzą, w przeciwieństwie….
    Przepraszam, że tak kategorycznie, ale temat jest mi bliski i bardzo mnie przejmuje.
    D

  • avatar

    depres(c)jonowana

    14 sierpnia 2011 at 10:22

    Jeszcze słowo wyjaśnienia, raczej dla tych, którzy – nie daj Boże – zetkną się z osobami w głębokiej depresji. A propos zdania: „Znam też niestety kilka osób, które na lekach pozbawiły się życia”, bo dopiero teraz doczytałam resztę odpowiedzi, w tym wyjaśnienie Danusi.
    Najwięcej samobójstw wśród chorych na depresję następuje wtedy, kiedy chorzy zaczynają zdrowieć. Wtedy chory uświadamia sobie, jak ciężko jest chory i uwaga: ma siłę, żeby to zakończyć (przedtem w wyniku choroby nie był w stanie podjąć żadnej decyzji, także tej najgorszej, a tym bardziej wprowadzić ją w czyn). Niestety, wtedy też bliscy troszeczkę „odpuszczają”, wydaje się, że wszystko jest na dobrej drodze i najgorsze za nami. Myślimy stereotypami, jak w chorobie np. grypy. Kości i mięśnie przestały boleć, to jeśli nie będzie powikłań, będzie tylko lepiej. Nic bardziej mylnego. Stan chorego na depresję to ciągła sinusoida i kiedy jest lepiej, należy zwiększyć wsparcie. Tymczasem wtedy chory dostaje mniej uwagi, jako już zdrowiejący. I następuje tragedia.
    Depresja to temat jak ocean. Obyśmy nigdy nie mieli do czynienia z tą chorobą .
    Pozdrawiam.

  • avatar

    depres(c)jonowana

    14 sierpnia 2011 at 10:43

    PS
    1. Nie jestem zwolenniczką lekomanii, ani nawet preferowania leków ponad inne sposoby leczenia. Uważam tylko, że depresja nie jest chorobą jak inne.
    2. Dobrze, ze kategorycznie, Umiejętność bronienia swojego stanowiska to też sposób na niepoddawanie się, a więc obrony przed depresją.
    🙂

  • avatar

    stary

    20 sierpnia 2011 at 19:41

    Niezły temat.
    Czy jeżeli zbliża się rok szkolny i już jestem zdołowany czekającymi mnie zmaganiami z papierologią, to jest już depresja?
    Odwiedzałem znajomą w sanatorium gdzie leczy się nerwice, 90% obsady to nauczyciele.
    Kilka osób z grana pedagogicznego jest już na lekach.
    O tym się nie mówi, ludzie się wstydzą.
    Jeżeli ktoś pracuje w szkole, to wystarczy poobserwować koleżanki i kolegów a temat depresji i nerwic sam się nasunie.

  • avatar

    Danusia

    24 sierpnia 2011 at 13:05

    Depresja papirologiczna.
    To jest też temat wart dyskusji. Z jednej strony za dużo i niepotrzebnie z tymi papierami, a z drugiej bez papierów często nic się nie dzieje. Wyobraź sobie, że nie robisz uczniom żadnych sprawdzianów, czy na pewno uczyliby się pilnie? Nawet dla siebie samych chcą wiedzieć, czy umieją, czy nie.
    Sam pewnie też wiesz, że mobilizujesz się, gdy wiadomo, że masz z czegoś zdać komuś sprawozdanie. Jeśli tego nie ma, to jesteśmy skłonni odłożyć na później robotę.
    Ale ogólnie w zupełności się zgadzam, że papierologia w polskiej szkole jest ogromna i bez sensu.
    Tylko czy specjaliści mają na to psychotropy i dla kogo?
    Danusia

  • avatar

    stary

    24 sierpnia 2011 at 15:11

    Nie rozumiemy się. Sprawdziany poprawiam od razu, ciekawość mnie zżera jak dzieciaki napisały.
    Nie akceptuję czczej pisaniny dotyczącej monitoringu. Protokołów zespołów przedmiotowych itp.
    Teraz w gimnazjum dochodzą jeszcze protokoły zespołów nadzorujących uczniów o specjalnych trudnościach w uczeniu się, protokoły z zebrań dotyczących projektów gimnazjalnych, każdy nauczyciel będzie musiał się wykazać (oczywiście na piśmie).
    Wracając do tematu. Zapytałem się znajomych nauczycieli dlaczego zażywają antydepresanty. Przecież to takie szkodliwe.
    Odpowiedź była jedna: to najłatwiejszy i najdyskretniejszy sposób leczenia się.

  • avatar

    Danusia

    24 sierpnia 2011 at 16:26

    Pewnie nie jasno się wyraziłam. Chodziło mi o to, że pewna ilość papierów jest potrzebna, aby:
    – został dowód co zrobiliśmy
    – samameu podczas pisania poddać refleksji, co zrobiłem dlaczego i z jakim skutkiem?
    To co wymieniłeś chyba nie wymaga refleksji i dowodów. Może tylko dokumentacja pracy z dzieckiem z trudnościami, bo trzeba wiedzieć, co się robiło, jeśli np zmieni się nauczyciel. Dawniej robił to pedagog…
    Twój wywiad trochę mnie otrzeźwił, bo przecież ludzie często nie mogą sobie dać rady w inny sposób. Nie ma co ich namawiać do niemożliwego. Można tylko ofiarować się z pomocą.
    Tylko po lekarzu spodziewałam się innej rekomendacji leczenia, a juz na pewno w stosunku do kobiet w ciąży.
    A po trzecie: Strasznie dużo tej depresji, wśród nauczycieli też. Czy człowiek dotknięty tak trudnym doświadczeniem, ma miejsce na uczenie innych?

  • avatar

    stary

    24 sierpnia 2011 at 16:46

    Przejrzyj ankiety i pytania, na które się odpowiada w czasie zewnętrznego monitoringu. Na każde pytanie musi być dowód na piśmie, a najlepiej dwa lub trzy dowody. Przecież dyrektor tego nie pisze, robią to nauczyciele.
    Nie wiem czy taki był cel zewnętrznego oceniania szkół. Wyszło fatalnie, liczy się papier

  • avatar

    danuta

    24 sierpnia 2011 at 19:08

    Też nie cenię sobie zewnętrznego monitoringu. A jak dołożyć mierne wykonanie, to może być katastrofa.
    Nazywa się to zewnętrzna ewaluacja, to powinna być zewnętrzna, tylko też nie wiem po co? Ona przecież nic w szkole nie zmieni, tylko umęczy nauczycieli.
    Jestem za wewnętrzną, jaką sama szkoła sobie zaplanuje. Wtedy też papiery mogą być dopasowane do potrzeb i upodobań.
    Czasami dyrektor woli się obstawić papierami, bo mu się wydaje, że od tego jest bezpieczniej. Sam nie daje rady, to zrzuca na nauczycieli.
    Życzę odważnego dyrektora.
    D

Dodaj komentarz