Testomania schodzi niżej

W linku: http://platforma10.instytut.com.pl/przegladarka_internetu.php?kw=d7a5af44d77ec61af212&ku=18589350a53d56bb3392
można przeczytać o planowanym na wtorek teście trzecioklasisty. Autor zapewnia, że …. zda każdy, to jest tylko sprawdzian. Jak mi to przypomina pierwszy test po gimnazjum, wtedy też nas zapewniano, że to tylko informacja dla nauczycieli. Trzecioklasito zdasz, bo przecież nie wyrzucą cię ze szkoły – jest obowiązek szkolny, ale zostaniesz ustawiony w szeregu z liczbą punktów wpisaną do akt. Rodzicu masz okazję dowiedzenia się, że twoje dziecko jest niezdolne i nie ma szans na dobrą przyszłość!
Zachęcam do zajrzenia do zdjęcia zamieszczonego w artykule, popatrzcie na twarze naszych dzieci, szczególnie polecam czwartą ławkę w środkowym rzędzie.
Nie biliśmy na alarm, gdy wprowadzano (podobno dla sprawiedliwości) testy zewnętrzne, to teraz sięgają coraz niżej. Już są testy wstępne do szkoły.
Wściekła Danuta
 

21 komentarzy

  • avatar

    Xawer

    23 maja 2013 at 16:34

    Proszę zwrócić uwagę na dwa zdania z tej, wskazanej przez Danusię, notki:
    A. „Ogólnopolskie Badanie Umiejętności Trzecioklasistów. Udział w nim jest dobrowolny”
    B. „W ubiegłym roku w woj. podlaskim do badania zgłosiło się ponad 300 szkół”
    Pytanie: kogo dotyczy dobrowolność, albo też kto jest podmiotem w szkole?

    • avatar

      Olga

      23 maja 2013 at 21:10

      Rozumiem, że to pytanie retoryczne?
      Co ciekawe, jak się czyta komentarze po teście (zarówno rodziców, jak i nauczycieli), wszyscy narzekają nie na istnienie testu, ale na jego trudność. Zatem chyba nie mają nic przeciwko niemu, o ile by wypadł korzystnie dla dzieci 🙂

  • avatar

    Xawer

    23 maja 2013 at 23:57

    W Austro-Węgrach istniała instytucja jednorocznego ochotnika (Einjährig Freiwilliger). Haszek ją dokładnie opisał. Mój dziadek, w haszkowskim stylu skutecznie dekował się całą wojnę na tyłach. Oczywiście, jednoroczni ochotnicy ochotniczo szli do wojska, a udział w wojnie był zupełnie dobrowolny: w końcu to my (znaczy nasz Keiser) wypowiedział wojnę Serbii.

  • avatar

    WaldemarZ

    24 maja 2013 at 05:36

    Ten przejaw testomanii, o której tu piszecie, to jest piknik i niepoważny żart w porównaniu do testomanii do potęgi x, którą my tu mamy w Kanadzie, w prowincji Ontario. Test jest tu obowiązkowy dla każdego trzecioklasisty, zadań z matematyki jest 36 (a nie jak w “dobrowolnym” polskim OBUT-ie tylko 16), trwa 2 godziny (polski OBUT 45 min), plus test językowy 4 godziny (polski 45 min). Test jest rozłożony na kilka dni w segmentach po 1 godzinie, podczas gdy polski mini-test OBUT jest aplikowany jednorazowo, 45+45 min.
    Test w tym formacie robiony jest w Kanadzie od ponad 10 lat, wszyscy wiedzą, że nie jest to na stopień, zero stresu, wszyscy traktują to jako zło konieczne, nikt nie protestuje, coś w rodzaju jak darmowy sprawdzian u dentysty. Podobne testy są w klasie 6 i w klasie 9. W klasie 9 jest wyłącznie matematyka, dwa razy po półtorej godziny rozłożone na dwa dni. W klasie 10 z kolei jest tylko test językowy, tak samo 2 razy po półtorej godziny i to jest jedyny test tego typu (tzn. zewnętrzny z ministerstwa), który jest “na stopień”, bo jest wymagany do dyplomu szkoły średniej. Należy podkreślić, że wszystkie testy językowe (klasa 3, 6 i 10) dotyczą umiejętności językowych czytania i pisania różnych typów tekstów, a nie znajomości lektur z tzw. “literatury ojczystej”. W tym sensie są one podobne do PISA i TIMSS, które będąc testami międzynarodowymi, nie mogą z natury rzeczy odnosić się do “literatury ojczystej”, badają zaś umiejętności językowe per se, używając języka ojczystego.
    W porównaniu do kanadyjskiego, polski test trzecioklasisty jest krótki, łatwy i dobrowolny dla dyrektora szkoły. Kanadyjski jest dłuższy, trudniejszy i obowiązkowy dla wszystkich. Chodzi tu bardziej o testy, niż o manię. W testomanii chodzi chyba bardziej o manię, a mniej o testy.

  • avatar

    WaldemarZ

    26 maja 2013 at 22:20

    To jest interesujące pytanie i trafia w sedno problemu: Komu są te zewnętrzne egzaminy potrzebne, jaki jest ich cel i jaki skutek?
    Myślę, że na “egzaminy zewnętrzne” powinniśmy patrzeć jak na pewne narzędzie w rękach władz oświatowych. Problem jest taki sam, jak z każdym innym narzędziem wynalezionym przez człowieka: można go stosować z sensem lub bez sensu, z pożytkiem lub bez pożytku a nawet z mniejszą lub większą szkodą. Zwykle na świecie traktuje się je jako źródło danych na temat funkcjonowania całości systemu edukacji, aczkolwiek nie ma się co oszukiwać, dane dotyczą też poszczególnych uczniów, nauczycieli i poszczególnych szkół.

    • avatar

      Danusia

      27 maja 2013 at 20:28

      Spotkałam się dziś z (niestety myślę typową) opinią jednej z mam na temat testu trzecioklasisty:
      1. Jest on dobrowolny.
      2. Decyduje komitet rodzicielski i dyrekcja, a jak dziecko jest w szkole to podlega tym decyzjom.
      3. Egzamin był łatwy.
      4. Wynik indywidualny nie będzie podawany, będzie tylko wiadomo czego ogólnie dzieciom w szkole brakuje.
      Wszystko jest w porządku.
      D

  • avatar

    Xawer

    27 maja 2013 at 20:57

    No cóż…
    1. dobrowolność. To zależy od punktu widzenia, już temu przyłożyliśmy, że dziecko w szkole jest przedmiotem, a podmiotem jest dyrektor.
    2. ta matka wyraźnie akceptuje podległość wobec dyrekcji. W jej przypadku więc egzamin staje się rzeczywiście dobrowolnym również z perspektywy jej własnej — rodzica.
    3. no comments, zresztą co to ma do rzeczy w kontekście prawomocności testu? Czyżby łatwe testy były prawomocne, a trudne nie? Albo na odwrót?
    4. to załatwia sprawę większości Twoich zastrzeżeń (szeregowania dzieci, przypisywania im etykietek mądre/głupie, etc), a jednocześnie pozwala na prowadzenie na tej podstawie analizy statystycznej, dotyczącej ogółu uczniów.
    Nie bardzo więc czuję, co Cię w tym badaniu oburza.
    Nie bronię go specjalnie, ale też i nie potępiam. Oddaję mu jednak honor: ze wszystkich testów szkolnych OBUT jest jedynym, jaki prowadzi do przekrojowych analiz, mówiących cokolwiek o skutkach edukacji.

  • avatar

    Wiesław Mariański

    28 maja 2013 at 05:28

    Może do czegoś niektóre testy przydają się lub, jak pisze Ksawery, prowadzą, ale suma summarum są szkodliwe. Są szkodliwe nie tylko dla uczniów, ale może przede wszystkim dla nauczycieli. Uczeń jest zatruwany testami tylko przez kilka lat, a nauczyciel przez całe życie zawodowe. Testy ograniczają nauczyciela, zamykają jego horyzonty, hamują jego rozwój. Jak to ktoś tutaj napisał: umysł nauczyciela zamiast poszerzać się, zmierza do punktu. Niektórzy mówią wtedy o punkcie widzenia. Puntem widzenia szkoły jest test. Już dawno nie słyszałem sformułowania „nauczyciel o szerokich horyzontach”.

    • avatar

      Danusia

      28 maja 2013 at 10:28

      Ja mam jeszcze zastrzeżenia co do zawartości. Czy widzieliście ten test?
      Ksawery pewnie w mig odpowie na takie pytanie: „Wymień dwie przyczyny dla których trudno zaobserwować zaćmienie słońca”.
      Wszyscy mi mówią, że to jest łatwe pytanie dla trzecioklasisty, ale jak pytam o wymienienie tych dwóch przyczyn, to jakoś gorzej mimo, że dawno już minął czas bycia trzecioklasitą.
      D

    • avatar

      Xawer

      28 maja 2013 at 10:49

      Takie pytanie na teście ocenianym z klucza byłoby idiotyczne i szkodliwe (podobne oprotestowałem na maturze) bo każe zgadywać, co autor miał na myśli i w jakim kontekście je umiejscowił.
      Ale jeśli traktujemy to jako pytanie otwarte, którego poprawności w ogóle nie oceniamy, tylko zbieramy odpowiedzi i na tej podstawie będziemy wyciągać wnioski socjologiczne, to może być wiele mówiące. Na przykład sprawdzenie, na ile „podręcznikowe” odpowiedzi dostaniemy, a na ile dzieciaki popiszą się fantazją.
      Na przykład taka odpowiedź:
      1. bo dziś nie ma zaćmienia Słońca;
      2. bo sufit jest nieprzezroczysty.
      by mnie cieszyła dużo bardziej, niż powtórzenie treści z kolorowej ramki w podręczniku do przyrody.

    • avatar

      Xawer

      28 maja 2013 at 12:38

      A swoją drogą takie pytanie może być bardzo fajnym sposobem na lekcję.
      Dzieciaki wymyślają i uzasadniają (przyciskamy je o rzeczowe uzasadnienia) dlaczego coś tam utrudnia obserwację zaćmień.
      Tylko tu trzeba być gotowym na pełną improwizację, bo ich pomysły na te przyczyny mogą być całkiem odlotowe, a nawet z takimi (zwłaszcza z takimi) trzeba podjąć rzeczową dyskusję.
      Spróbuję ze swoją grupką „przedszkolaków” — wśród nich jest jedna 12-latka i jeden 11-latek, a sezon weekendowo-ogródkowy już w zasadzie się zaczął.

  • avatar

    Anula

    28 maja 2013 at 22:32

    Ha, juz nawet Sir Ken Robinson o testach się wypowiada i na świetlany przykład beztestowej (i jakże skutecznej) edukacji fińskiej powołuje: http://www.ted.com/talks/ken_robinson_how_to_escape_education_s_death_valley.html
    Problem właśnie także na tym polega, że rodzice święcie wierzą w testy. Nachalnie propagowane są, na przykład, zewnętrzne testy z angielskiego dla dzieci, bardzo drogie i absolutnie zbędne. A rodzice wchodzą w to jak w masło (rozpuszczone). Tępa wiara w tajemną moc testów narasta, autorzy i egzaminatorzy się bogacą, MEN z testami schodzi coraz niżej, słowem: jest fajnie. Kreatywne nauczanie, tak propagowane przez Kena Robinsona i kilka innych osób…. właściwie: co to jest? I po co to komu, twórzmy zastępy sformatowanych klonów!

  • avatar

    WaldemarZ

    29 maja 2013 at 02:48

    Bardzo interesujące wideo. Cytuję cały fragment o testach w tym wstąpieniu Robinsona (w moim amatorskim tłumaczeniu):
    “Problem polega na tym, że eduakcja jest zdominowana nie przez nauczanie i uczenie się, ale przez testowania. Testy są ważne; standardyzowane testy mają swoje miejsce, ale nie mogą dominować kultury oświatowej, powinny być diagnostyczne, powinny pomagać.
    Gdy idę na jakieś badania medyczne, chciałbym, żeby to było standardowe badanie, według standardowego testu. Chcę wiedzeć jaki jest poziom mojego cholesterolu w porównaniu do innych ludzi według standardowej skali, a nie według jakiejś skali wymyślonej przez mojego lekarza po drodze w samochodzie. ‘Pański cholesterol jest na poziomie pomarańczowym. Naprawdę? Czy to dobrze? Nie wiemy.’
    Testy powinny wspierać uczenie się, a nie mu przeszkadzać, a to właśnie często robią. Zamiast naturalnej ciekawości, mamy w szkole kulturę ‚przystosowania się’ do testów, według algorytmu.”
    Reszta wystąpienia Robinsona jest na temat ciekawości i twórczości tłamszonych w standardowej szkole. I tu chciałbym wrócić do zaproponowanego przez Mariana (wyżej) eksperymentu, żeby zrezygnować z testów w jednym roczniku i zobaczyć jaki będzie efekt. Domyślam się, że intencją tego pomysłu jest żeby pokazać, że bez testów będzie jak w Finlandii, gdzie jest minimum testów.
    W niedawno opublikowanej książce na temat fińskiego systemu edukacji (“Finish Lessons”), autor pisze że nauczyciele pierwszych klasach szkoły podstawowej rekrutują się spośród najzdolniejszych studentów uniwersytetu (selekcja jedno miejsce na dziesięciu kandydatów), wszyscy mają stopień magistra, są oddani pracy i cieszą się wysokim autorytetem w społeczeństwie. Nie wykluczone, że testów nie ma za dużo, bo nie są tak bardzo potrzebne, najlepszy dowód, że na testach międzynarodowych TIMSS (4 i 8 klasa) i PISA wypadają w czołówce światowej. Tego się nie da chyba stworzyć likwidując testy zewnetrzne, bo to nie jest ten związek przyczynowy.
    P.S. W grudniu 2012 ogłoszono wyniki międzynarodowego testu TIMSS (klas 3,4 szkoły podstawowej) z matematyki. Polska zajęła 38 miejsce, ostatnie wśród uczestniczących krajów Europy, tuż za Rumunią:
    Singapore 606 (3.2) h
    Korea, Rep. of 605 (1.9) h
    Hong Kong SAR 602 (3.4) h
    Chinese Taipei 591 (2.0) h
    Japan 585 (1.7) h
    Northern Ireland 562 (2.9) h
    Belgium (Flemish) 549 (1.9) h
    Finland 545 (2.3) h
    England 542 (3.5) h
    Russian Federation 542 (3.7) h
    United States 541 (1.8) h
    Netherlands 540 (1.7) h
    Denmark 537 (2.6) h
    Lithuania 534 (2.4) h
    Portugal 532 (3.4) h
    Germany 528 (2.2) h
    Ireland 527 (2.6) h
    Serbia 516 (3.0) h
    Australia 516 (2.9) h
    Hungary 515 (3.4) h
    Slovenia 513 (2.2) h
    Czech Republic 511 (2.4) h
    Austria 508 (2.6) h
    Italy 508 (2.6) h
    Slovak Republic 507 (3.8)
    Sweden 504 (2.0)
    Kazakhstan 501 (4.5)
    [Scale Centerpoint 500]
    Malta 496 (1.3) i
    Norway 495 (2.8)
    Croatia 490 (1.9) i
    New Zealand 486 (2.6) i
    Spain 482 (2.9) i
    Romania 482 (5.8) i
    Poland 481 (2.2) i
    Turkey 469 (4.7) i
    Azerbaijan 463 (5.8) i
    Chile 462 (2.3) i
    Thailand 458 (4.8) i
    Armenia 452 (3.5) i
    Georgia 450 (3.7) i
    Bahrain 436 (3.3) i
    United Arab Emirates 434 (2.0) i
    Iran, Islamic Rep. of 431 (3.5) i
    Qatar 413 (3.5) i
    Saudi Arabia 410 (5.3) i
    Oman 385 (2.9) i
    Tunisia 359 (3.9) i
    Kuwait 342 (3.4) i
    Morocco 335 (4.0) i
    Yemen 248 (6.0) i

  • avatar

    Danusia

    29 maja 2013 at 10:12

    Po przeczytaniu Waszych komentarzy zauważyłam problem: jest za dużo tematów w edukacji, którymi warto byłoby się zająć. Zaczynamy od jednego i od razu dokleja się drugi równie ważny. Do tego – zmiana w jednym temacie nie doprowadzi do pożądanej zmiany. I tak obijamy się o tematy….
    Choć chciałabym, abyśmy nie my się obijali, a decydenci.
    Danusia

  • avatar

    WaldemarZ

    29 maja 2013 at 23:32

    @ Danusia
    To jest rzeczywiście problem. Edukacja to zestaw tematów “doklejonych” do siebie, dlatego problemu edukacji nie da się rozwiązać poprzez rozwiązanie jednego z tych tematów, bo natychmiast wyskakuje drugi.
    Mówiąc językiem bardziej naukowym, edukacja to cały system, złożony z powiązanych ze sobą komponentów, funkcjonujących jako całośc, czyli system. Naprawa systemu (reforma) musi brać pod uwagę zależności między wszystkimi elementami, dlatego zmiana jednego elementu nigdy nie jest skuteczna i nie przynosi zamierzonych efektów.
    Powstaje oczywiście pytanie, z jakich elementów składa się system edukacji w Polsce i jak te elementy są ze sobą powiązane?

Dodaj komentarz