Kompetencje kluczowe

Każdy z nas o nich słyszał, a niektórzy nawet przeczytali ich spis, co najmniej w jednej z wersji, bo jest ich klika. Przeczytali i pomyśleli: „Jak by to było dobrze, gdyby nas tego uczono w szkole”. A  nie uczono. Teraz zastanawiamy się, czy my możemy uczyć naszych uczniów kompetencji kluczowych i jednocześnie realizować program nauczania. Jednak w szkole „uczy się programu”, a nie umiejętności kluczowych, bo z programu jest egzamin, a z umiejętności kluczowych na ogół nie. Możemy starać się przy okazji realizacji programu kształcić umiejętności kluczowe, polecać współpracę w grupach, uczyć ustnych wypowiedzi i komunikacji, formułować zadania mające zastosowanie w codziennym życiu itd. Skąd mamy jednak brać inspirację do takich działań? W podręcznikach mamy polecenia i zadania realizujące program, a nie kształcące umiejętności. Jeśli sami podejmiemy się trudu, to często nie zdążamy z realizacją programu. Żyjemy w rozdwojeniu jaźni: wiemy, czego powinniśmy nauczać z korzyścią dla ucznia, ale uczymy czegoś innego, co nam nakazano. Jeśli będziemy tak odważni, aby uczyć potrzebnych w życiu umiejętności, a nie wymaganej wiedzy, to nasi uczniowie egzaminu nie zdadzą, choć może nauczą się pracować w grupie, co im się bardzo później przyda.

Kompetencje kluczowe to znowu tylko piękne słowa, ale kto z nas zastanawia się, czy je kształci, jak i kiedy?

10 komentarzy

  • avatar

    Xawer

    11 stycznia 2018 at 14:57

    Piszesz o liście Unii Europejskiej?
    1) porozumiewanie się w języku ojczystym;
    2) porozumiewanie się w językach obcych;
    3) kompetencje matematyczne i podstawowe kompetencje naukowo-techniczne;
    4) kompetencje informatyczne;
    5) umiejętność uczenia się;
    6) kompetencje społeczne i obywatelskie;
    7) inicjatywność i przedsiębiorczość;
    8) świadomość i ekspresja kulturalna
    Wydaje mi się, że na ich kształceniu jestem w pełni skupiony, przede wszystkim na 1,2,3,4,5, a w mniejszym stopniu w kolejności na 8,7,6, choć nie zaniedbując ich.
    Ubolewam od lat, że szkoła państwowa w ogóle za nic ma i nie jest w stanie prowadzić jakiegokolwiek skutecznego kształcenia w dziedzinach 2,3,4,5,7,8, ani nawet w 1 i 6. Co ktoś wynosi, to z domu, a nie ze szkoły.
    A kiedy je kształcę? Przy okazji każdego kontaktu z którymś z moich tutees. By zacząć od początku: (1,2,3), rozmawiając z nim po polsku, a dając mu do czytania przede wszystkim angielskojęzyczne źródła, by uczył się matematyki.

  • avatar

    Xawer

    11 stycznia 2018 at 14:57

    Piszesz o liście Unii Europejskiej?
    1) porozumiewanie się w języku ojczystym;
    2) porozumiewanie się w językach obcych;
    3) kompetencje matematyczne i podstawowe kompetencje naukowo-techniczne;
    4) kompetencje informatyczne;
    5) umiejętność uczenia się;
    6) kompetencje społeczne i obywatelskie;
    7) inicjatywność i przedsiębiorczość;
    8) świadomość i ekspresja kulturalna
    Wydaje mi się, że na ich kształceniu jestem w pełni skupiony, przede wszystkim na 1,2,3,4,5, a w mniejszym stopniu w kolejności na 8,7,6, choć nie zaniedbując ich.
    Ubolewam od lat, że szkoła państwowa w ogóle za nic ma i nie jest w stanie prowadzić jakiegokolwiek skutecznego kształcenia w dziedzinach 2,3,4,5,7,8, ani nawet w 1 i 6. Co ktoś wynosi, to z domu, a nie ze szkoły.
    A kiedy je kształcę? Przy okazji każdego kontaktu z którymś z moich tutees. By zacząć od początku: (1,2,3), rozmawiając z nim po polsku, a dając mu do czytania przede wszystkim angielskojęzyczne źródła, by uczył się matematyki.

    • avatar

      Xawer

      11 stycznia 2018 at 18:04

      To nie była rada, tylko opis sytuacji, w jakiej te umiejętności „kształcę, jak i kiedy”.
      Podobnie „ja” nie było chwaleniem się, tylko odpowiedzią na pytanie „kto z nas”.
      I idę o zakład, że choć traktuję je marginalnie, to nawet „umiejętności społeczne” rozwijam w stopniu dużo większym, niż 99% nauczycieli rozwija „kompetencje informatyczne”. I nawet podejrzewam nieskromnie, że mam większy wkład w rozwój „świadomości i ekspresji kulturalnej” niż spora część polonistów szkolnych.

    • avatar

      Xawer

      11 stycznia 2018 at 18:04

      To nie była rada, tylko opis sytuacji, w jakiej te umiejętności „kształcę, jak i kiedy”.
      Podobnie „ja” nie było chwaleniem się, tylko odpowiedzią na pytanie „kto z nas”.
      I idę o zakład, że choć traktuję je marginalnie, to nawet „umiejętności społeczne” rozwijam w stopniu dużo większym, niż 99% nauczycieli rozwija „kompetencje informatyczne”. I nawet podejrzewam nieskromnie, że mam większy wkład w rozwój „świadomości i ekspresji kulturalnej” niż spora część polonistów szkolnych.

  • avatar

    Robert Raczyński

    12 stycznia 2018 at 09:44

    Musimy zdawać sobie sprawę, że „umiejętności kluczowe” są pojęciem niedefiniowalnym, które każdy rozumie instynktownie, choć nieco inaczej. Czym innym będą dla polonisty, czym innym dla geografa, choć prawdopodobnie chodzi im o to samo. Próby bliższego określenia tych umiejętności kończą się redukcjonizmem i poszukiwaniem algorytmów. Jest to temat dość podobny do odwiecznego pytania o wiedzę „praktyczną” i „teoretyczną”, oraz pragmatyzm szkolnego nauczania – błędne koło.
    Danusia pisze: „„Jak by to było dobrze, gdyby nas tego uczono w szkole”. A nie uczono. Teraz zastanawiamy się, czy my możemy uczyć naszych uczniów kompetencji kluczowych i jednocześnie realizować program nauczania.” – Według mnie, zarówno postawiona diagnoza wstępna, jak i refleksja są pochopnymi prawdami obiegowymi, które często przyjmujemy za pewnik, wpisując się w obowiązującą narrację. Ze względu na niedefiniowalność pojęcia, złożoność procesu i jego rozciągnięcie w czasie, jestem absolutnie przekonany, że nikt nie jest w stanie autorytatywnie i wiarygodnie stwierdzić, czy był uczony umiejętności kluczowych, czy nie, a jeżeli tak, to kiedy i czy dobrze.
    Trzeba również zdawać sobie sprawę z faktu, że powyższe kompetencje, choćby te cytowane za UE przez Ksawerego, są listą pobożnych życzeń, których, w całej historii świata, nikt nie zrealizował systemowo, bo są to umiejętności, których człowiek uczy się przez całe życie w większości przez interakcje społeczne. Ich absolutną podstawą jest dom rodzinny, którego rolę we wszystkich współczesnych państwach chce się przejąć i naprawiać instytucjonalnie. To, że jest to na ogół musztarda po obiedzie, skutkuje kompletną nieskutecznością działań i nieustanną grą pozorów. Zauważmy, że większość braków w „umiejętnościach kluczowych”, które dostrzegamy zza katedry, to deficyty postaw, których ktoś nie wyniósł z domu. Szkoła zawsze będzie o pięć kroków do tyłu i jest z założenia skazana na porażkę w sensie globalnym. Pozostaje cieszyć się drobnymi sukcesami indywidualnymi. Skuteczne wychowanie instytucjonalne to oksymoron i nic na to nie pomoże najlepsza nawet definicja, ani najbardziej precyzyjna lista celów i podmiotów mających je realizować.

    • avatar

      Xawer

      12 stycznia 2018 at 15:52

      Termin „umiejętności kluczowe” jest oczywistą propagandą. W stylu Orwella. ‚kluczowy’ nie niesie żadnej treści, a wyłącznie (pozytywną) konotację emocjonalną: ‚doubleplus important’. Z potrzebą kształcenia umiejętności „kluczowych” nie można podjąć polemiki, tak jak nie można polemizować z ideą „miłości bliźniego”, czy „sprawiedliwości społecznej”, choćby oznaczały w praktyce stosy albo łagry.
      Jeśli się tę „kluczowość” rozwinie na jakąś listę, choćby tę zawartą w dokumentach unijnych o celach edukacyjnych, to już się robi trochę jaśniej, choć też tylko odrobinę: bo czymże w końcu są „kompetencje społeczne i obywatelskie” albo „kompetencje matematyczne”? Każdy rozumie coś innego: od współdziałania w grupie rówieśniczej po umiejętność obrony swoich praw, albo od znajomości tabliczki mnożenia po zdolność do myślenia abstrakcyjnego i prowadzenia logicznych rozumowań.
      Jestem głęboko przekonany, że poza „4. kompetencjami informatycznymi”, z oczywistych przyczyn wtedy nie istniejącymi, cesarsko-królewskie liceum 100 lat temu kształciło wszystkie pozostałe siedem grup „kompetencji” (rozumianych leksykalnie) zdecydowanie lepiej, głębiej i skuteczniej, niż robi to dzisiejsze szkolnictwo.

  • avatar

    Robert Raczyński

    12 stycznia 2018 at 09:44

    Musimy zdawać sobie sprawę, że „umiejętności kluczowe” są pojęciem niedefiniowalnym, które każdy rozumie instynktownie, choć nieco inaczej. Czym innym będą dla polonisty, czym innym dla geografa, choć prawdopodobnie chodzi im o to samo. Próby bliższego określenia tych umiejętności kończą się redukcjonizmem i poszukiwaniem algorytmów. Jest to temat dość podobny do odwiecznego pytania o wiedzę „praktyczną” i „teoretyczną”, oraz pragmatyzm szkolnego nauczania – błędne koło.
    Danusia pisze: „„Jak by to było dobrze, gdyby nas tego uczono w szkole”. A nie uczono. Teraz zastanawiamy się, czy my możemy uczyć naszych uczniów kompetencji kluczowych i jednocześnie realizować program nauczania.” – Według mnie, zarówno postawiona diagnoza wstępna, jak i refleksja są pochopnymi prawdami obiegowymi, które często przyjmujemy za pewnik, wpisując się w obowiązującą narrację. Ze względu na niedefiniowalność pojęcia, złożoność procesu i jego rozciągnięcie w czasie, jestem absolutnie przekonany, że nikt nie jest w stanie autorytatywnie i wiarygodnie stwierdzić, czy był uczony umiejętności kluczowych, czy nie, a jeżeli tak, to kiedy i czy dobrze.
    Trzeba również zdawać sobie sprawę z faktu, że powyższe kompetencje, choćby te cytowane za UE przez Ksawerego, są listą pobożnych życzeń, których, w całej historii świata, nikt nie zrealizował systemowo, bo są to umiejętności, których człowiek uczy się przez całe życie w większości przez interakcje społeczne. Ich absolutną podstawą jest dom rodzinny, którego rolę we wszystkich współczesnych państwach chce się przejąć i naprawiać instytucjonalnie. To, że jest to na ogół musztarda po obiedzie, skutkuje kompletną nieskutecznością działań i nieustanną grą pozorów. Zauważmy, że większość braków w „umiejętnościach kluczowych”, które dostrzegamy zza katedry, to deficyty postaw, których ktoś nie wyniósł z domu. Szkoła zawsze będzie o pięć kroków do tyłu i jest z założenia skazana na porażkę w sensie globalnym. Pozostaje cieszyć się drobnymi sukcesami indywidualnymi. Skuteczne wychowanie instytucjonalne to oksymoron i nic na to nie pomoże najlepsza nawet definicja, ani najbardziej precyzyjna lista celów i podmiotów mających je realizować.

    • avatar

      Xawer

      12 stycznia 2018 at 15:52

      Termin „umiejętności kluczowe” jest oczywistą propagandą. W stylu Orwella. ‚kluczowy’ nie niesie żadnej treści, a wyłącznie (pozytywną) konotację emocjonalną: ‚doubleplus important’. Z potrzebą kształcenia umiejętności „kluczowych” nie można podjąć polemiki, tak jak nie można polemizować z ideą „miłości bliźniego”, czy „sprawiedliwości społecznej”, choćby oznaczały w praktyce stosy albo łagry.
      Jeśli się tę „kluczowość” rozwinie na jakąś listę, choćby tę zawartą w dokumentach unijnych o celach edukacyjnych, to już się robi trochę jaśniej, choć też tylko odrobinę: bo czymże w końcu są „kompetencje społeczne i obywatelskie” albo „kompetencje matematyczne”? Każdy rozumie coś innego: od współdziałania w grupie rówieśniczej po umiejętność obrony swoich praw, albo od znajomości tabliczki mnożenia po zdolność do myślenia abstrakcyjnego i prowadzenia logicznych rozumowań.
      Jestem głęboko przekonany, że poza „4. kompetencjami informatycznymi”, z oczywistych przyczyn wtedy nie istniejącymi, cesarsko-królewskie liceum 100 lat temu kształciło wszystkie pozostałe siedem grup „kompetencji” (rozumianych leksykalnie) zdecydowanie lepiej, głębiej i skuteczniej, niż robi to dzisiejsze szkolnictwo.

Dodaj komentarz