Jak?

Jak?

Coraz więcej osób wypowiada się o edukacji w tym samym duchu, co Oś Świata.
Na przykład – Robert Siewierek (GW z 31 października – Y-Meni czekają na szkołę): „……obecny system edukacji zaprojektowano dla innej epoki – dla intelektualnej kultury oświecenia i ekonomicznych realiów rewolucji przemysłowej. Szkoły są zorganizowane jak fabryki, w których rządzi upiór standaryzacji, zaś cykl nauczania działa niczym cykl produkcyjny – kolejne etapy pracy oddzielają od siebie dzwonki na przerwę” itd
Zgodnie mówimy, że nie jest tak, jak powinno być, że edukacja wymaga zmian, nawet mamy pomysły, jak miałoby być po zmianach. Ale nie wiemy – JAK do tego dojść.
Proponuję już więcej nie narzekać, tylko zaproponować realne rozwiązania.
Kto ma tych zmian dokonać? Skąd wziąć nauczycieli, którzy będą umieli wprowadzać te zmiany? Kto ma określić, czego i jak należy nauczać? Jak uczyć bez straszaka w postaci egzaminów? Jak przekonać do zmian społeczeństwo?
Jak?

45 komentarzy

  • avatar

    Jacek

    18 listopada 2012 at 13:22

    Moja strategia to szkoły laboratoria profesjonalizacji nauczania.
    Potrzeba krytycznej masy możliwych do zademonstrowania dobrych przykładów pracy nauczycieli. To, jak każde rozwijanie zasobów wymaga pracy. Dobrego kierunku działań stworzonego na podstawie zrozumienia jak ludzie się uczą, zaufania i wytrwałości. I jeszcze paru drobiazgów, jak miejsce, grupa podobnie do ciebie myślących ludzi itd.

  • avatar

    Xawer

    18 listopada 2012 at 15:08

    Całkiem realne (nawet bez zmian ustawowych) rozwiązanie proponowałem tu już kilkukrotnie: zaprzestanie faktycznej dyskryminacji szkół niepublicznych. Zarówno przez zmianę praktyki biurokratyczno-kontrolnej, zastraszania policyjnego w stylu Ziobry(*), jak i przez urealnienie finansowania budżetowego. Te szkoły już dziś oferują „dobre praktyki”, nie sa obarczone bagażem kulury korporacyjnej szkoły państwowej i mają możliwość (nawet przymus) odróżniania się w szerokim zakresie od szarzyzny masówki.
    Szkoły z „dobrymi praktykami” (a Bednarskiej z jej rozgałęzieniami nikt chyba nie odmawia tych „dobrych praktyk”) będą miały wtedy okazję wyjść z 1% niszy do 10% w krótkim czasie, a potem rozszerzyć sie w ciągu następnego pokolenia do objęcia swoim zasięgiem większości populacji (jak to ma miejsce w Szwecji, Flandrii czy Holandii)
    A jednocześnie ich obecność wymusi (przez stworzenie kontrastu) zmiany również w szkołach państwowych — tak, jak obecność prywatnych banków zmieniła i ucywilizowała również państwowe molochy, do dziś trzymające znaczny udział rynkowy: PKO BP i BGŻ.
    (*) Kilka miesięcy temu dyrektor jednej z prywatnych szkół wylądował w areszcie wydobywczym pod zarzutem fałszowania dokumentów, bo wpisy w dzienniku mówiły, że lekcja się odbyła, choć się faktycznie nie odbyła. Czy ktoś słyszał, żeby za podobną machlojkę pociągnięto do odpowiedzialności dyrektora państwowej szkoły? A nie wierzę, żeby takie przypadki (naganne, oczywiście) zdarzały się tylko w tym 1% szkół, czyli w szkołach prywatnych.
    Ziobro na konferencji prasowej powiedziałby: „Ten nauczyciel już żadnemu dziecku więcej wiedzy nie odbierze”

  • avatar

    Wiesław Mariański

    18 listopada 2012 at 15:38

    Jak ? Są dwa sposoby.
    1. Weźmy się i zróbcie.
    2. Weźmy i się zróbmy. Jak to się robi ? – Odpowiedź wisi na czołówce naszego portalu, autor: Margaret Mead.
    2.1. Musi być początek, jakiś start, nie sądzę, że w taką rewolucję (nie podoba się to słowo ? – to zaproponuj inne) można wejść ot tak ad hoc, z marszu.
    2.2. Tym początkiem powinna być grupa ludzi – liczebność nieistotna – szacuję na około 20-50 osób. Początkiem musi być deklaracja aktywnego uczestnictwa. Zakładamy platformę internetową, spotykamy się w realu.
    2.3. Ta grupa może spierać się i kłócić o wszystko wewnątrz, ale musi wypracować wspólny, twardy program, który pokaże na zewnątrz.
    2.4. Program powinien być zwarty, jasny i czytelny. Powinien zawierać jasno określone cele. Nie może być tego za dużo. Program nie powinien sięgać zbyt daleko, powinien raczej określać pierwsze przyczółki jakie chcemy osiągnąć. Te przyczółki byłyby trampoliną, warunkami koniecznymi do dalszych działań.
    2.5. Gromadzenie sojuszników.
    Przykład dobry: celem opozycji była legalizacja, zarejestrowanie przez sąd NSZZ Solidarność. To był taki przyczółek. Błędem byłoby w tamtych czasach żądanie likwidacja monopolu PZPR, podzielenie się władzą itp.. Zatem WSPÓLNIE I ZGODNIE walczymy o zdobycie jednego lub kilku ważnych przyczółków. Po o ich osiągnięciu zaczniemy różnić się, dzielić i realizować nasze polskie piekło. I Tak mam być, i to je dobre a piekne.
    CDN.

    • avatar

      Danusia

      18 listopada 2012 at 16:15

      Ludzie już się skrzykują, są szkoły: Montessori, steinerowskie, IB itp
      Ale inne takie się nie stają. I do tego wymienione wyżej kłopoczą się z przepisami. Np niektóre szkoły steinerowskie w Niemczech ( w Polsce jest tylko kilka)w liceum robią dodatkową klasę (po liceum), aby wepchnąć do głów uczniów wymaganą na maturze wiedzę encyklopedyczną. Mało znam szkół Moterssori na poziomie liceum w Polsce. Pozostaje IB. No i tu problem, dlaczego nie weźmiemy z nich przykładu? Ale niestety one są też niszowe, bo są bardzo kosztowne. Nauczyciele mają drogie szkolenia, jest opieka z zewnątrz, audyt itp.
      Ja potrzebuję rozwiązania dla szkoły masowej.
      Te laboratoria Jacka są rozwiązaniem, ale też nie powszechnym.
      Pytania są dwa:
      1. Jak uczynić zawód nauczyciela profesjonalnym?
      2. Jak stworzyć nauczycielowi warunki w naszej oświacie, aby mógł być profesjonalista?
      Danusia

  • avatar

    Danusia

    18 listopada 2012 at 15:44

    Ksawery
    Nie mam takiej nadziei jak ty.
    1. Różne są szkoły prywatne. Jak sprawdzić, którą naśladować?
    2. Jak przenieść doświadczenia szkoły społecznej (podobno dobrej, co to znaczy????) na szkolę masową?
    3. W tym systemie każda szkoła jest w kleszczach pomiędzy centralna podstawą programową i testami końcowymi.
    Nie ma co epatować się przykładami (bardzo nielicznymi) dobrych szkół (nadal – co to znaczy, po czym poznamy?), które cudem wyrabiają się w tym potrzasku.
    Nie o taką zmianę chodzi.
    Danusia

  • avatar

    Xawer

    18 listopada 2012 at 16:26

    „Różne są szkoły prywatne. Jak sprawdzić, którą naśladować?”
    Różne są szkoły państwowe, realizujące różne eksperymenty i praktyki. Jak sprawdzić, którą naśladować?
    Widzisz jaką różnicę w naśladowaniu wzorców wypracowanych w szkole prywatnej i w szkole państwowej? Poza alergią na słowo „prywatny” i ciągnącym się za nim lewacko-pisowskim bagażem nieuprawnionych skojarzeń: „nieczuły, bezwzględny, egoistyczny, nakierowany na krótkoterminowy zysk, znikają pluszaki a ameryta wyrzucają z karetki”
    Jeśli ktoś nie ma krytycznego własnego rozumu, to i tak nie będzie wiedział, jaki wzorzec naśladować, choćby tym wzorcem było CEO i OK.
    „Jak przenieść doświadczenia szkoły społecznej (podobno dobrej, co to znaczy????) na szkolę masową?”
    To znaczy, że rodzice i uczniowie sa zadowoleni, a w dzisiejszych realiach gotowi nawet zaświadczyć o tym zadowoleniu wyciągając z portfela co miesiąc 1000 zł.
    „Jak przenieść doświadczenia szkoły społecznej (….) na szkolę masową?”
    Umasowić się tego w jednym rzucie się nie da. Ale daje się (Szwecja tu jest dobrym przykładem powolnego, a Flandria szybkiego procesu) rozszerzać zasięg dostępności szkół społecznych. W Szwecji po uwolnieniu gorsetu szkoły niepubliczne zaczęły od ok. 10% uczniów, po dwudziestu latach w miejskich gimnazjach (szwedzkie gimnazjum to nasze liceum) już połowa uczniów wybiera szkoły niepubliczne raczej niż państwowe. Faktem natomiast jest, że w małych miasteczkach państwo nadal dominuje, a w głuszy na północy ma faktyczny monopol.
    W bardzo zurbanizowanej Flandrii, gdzie każdy niemal uczeń ma kilka różnych szkół (do wyboru od katolickich po świeckie szkoły ambitnej matematytki) w zasięgu praktycznego dojazdu, ok. 70% uczniów korzysta ze szkół niepaństwowych.
    „W tym systemie każda szkoła jest w kleszczach pomiędzy centralna podstawą programową i testami końcowymi.”
    Tu po raz kolejny zadeklaruję wspólnotę z Jackiem i Marzeną (precz z testami!) i Pawłem (precz z podstawą!).
    Nie należy jednak przeceniać tych zagrożeń w odniesieniu do szkół prywatnych (albo eksperymentów publicznych, jak Staszic). Dobra szkoła może miec gdzieś zarówno testy jak i podstawę — naprawdę, jeśli uczymy sensownie i nie do testów, to każdy uczeń i tak będzie umiał policzyć zadanie maturalne na przecenę spodni. Choćby ani jedna lekcja przez całe 12 lat nie była poświęcona procentom.
    Uwierz mi – moi uczniowie zdają matury blisko max. Choć nie zajmujemy się specjalnie ani procentami, ani prawem Ohma. To sa drobiazgi, które pojawiają się mimochodem na marginesie uczenia się rzeczy znacznie ciekawszych, wciągających i nośnych i w tym sensie, że procenty się tam pojawiają.
    „Nie ma co epatować się przykładami (bardzo nielicznymi) dobrych szkół (…) Nie o taką zmianę chodzi.”
    A o jaką? Marzy Ci się „zmieńmy całość za jednym zamachem, a imię jego milion”? Jeśli nie da się (a nie masz pomysłu) zmienić całości, to zignorujmy, zmarginalizujmy i uznajmy za obcych (wrogich) tych nielicznych, którzy wybijają się ponad szarzyznę masowości?
    Dzięki tym nielicznym dobrym szkołom nie musimy wyważać otwartych drzwi. Nie musisz wymyślać „dobrych praktyk” – te szkoły Ci je pokazują na tacy i „dobroć” tych praktyk zweryfikowały już w praktyce.
    Problem leży w tym, że te szkoły są nieliczne. Należy więc ułatwić (a przynajmniej przestać utrudniać) powstawanie kolejnych podobnych do nich, by ich dostępność stawała się coraz powszechniejsza.

    • avatar

      Danusia

      19 listopada 2012 at 08:51

      Ksawery
      Nie mam alergii do szkół prywatnych. Byłam dyrektorką jednej z nich, a uczyłam też w kilku. Bednarską znam od środka, ma bardzo dobre strony i też swoje ciemne. I nie jest do naśladowania. Wiele razy próbowałam zaszczepić w innych miejscach demokratyczny system bednarskiej i kicha! Do tego trzeb byłoby sklonować Krysię Starczewską i cofnąć się w lata, gdy powstawały takie szkoły.
      O Staszicu (twoim ulubionym) nie będę dużo pisać, bo znalazłabym alejkę złamanych osobowości na cmentarzu nauczania.
      Ale przede wszystkim, to nie są systemy do upowszechniania.
      Ja myślę o szkołach na Pradze, a ty o elitarnych, to inne dyscypliny sportu.
      Danusia

      • avatar

        Xawer

        19 listopada 2012 at 10:51

        I Władysław IV (po trochu wzorujący się na Staszicu) i liceum Kuronia (młodszy brat Bednarskiej) są właśnie na Pradze 😉
        A niby dlaczego nie nadają się do upowszechniania?
        I do Staszica i na Bednarską (mimo odpłatności) jest więcej chętnych niż miejsc. Niby dlaczego ten popyt nie miałby być zaspokajany?
        Oczywiście, że mówię o elitarnych szkołach. Chciałbym tylko, żeby ta elitarność dotyczyła nie 1%, jak to ma miejsce dziś, a 10% czy 20% uczniów, bo tyle mniej więcej wynosi naturalny popyt na ambitną edukację na poziomie gimnazjalno-licealnym. I by przepustką do tej elitarności był nie portfel ojca, tylko chęci, ambicje i zdolności ucznia. Dzisiejsza polska szkoła publiczna jest tu znacznie bardziej dyskryminująca, niż pruskie szkoły sprzed 200 lat, czy polskie przedwojenne szkolnictwo. Zwróć uwagę na skandal, jakim jest to, że w publicznych szkołach trzeba płacić (i to całkiem sporo – ok. 8000zł za te dwa lata) za uczenie się w klasie w programie IB.
        Te 10-20% ambitnej młodzieży jak najbardziej zasługuje na to, żeby móc korzystać z edukacji ambitniejszej i bardziej wymagającej niż masówka.

      • avatar

        Xawer

        19 listopada 2012 at 15:17

        System oświaty jako podmiot etyczny nie istnieje. Nie zależy mi na nim ani trochę.
        Zależy mi na ludziach (uczniach) a nie na jakimś „systemie”.
        I widzę ogromną wyższość sytuacji, w której 10% dzieci dostaje dobre wykształcenie, a 90% badziewne, nad tym, że 1% dostaje dobre, a 99% badziewne (w czym te powiedzmy 9%, które wchodzę w „system” z ambicjami jest tłamszone i demobilizowane)
        Edukacji na masową skalę nie zmienisz za jednym zamachem z wielu tu już wielokrotnie wspominanych przyczyn.
        Ale możesz powiększać niszę edukacji dobrej. Tak, by w skali pokolenia przestała już być niszą, a dotyczyła większości.
        Pochylając się z troską nad Jasiem z Brzeskiej będziesz nad nim pochylać bezproduktywnie do końca świata. Jeśli masz pomysł, jak poprawić edukację tego Jasia, to poprawiaj. Ale dotąd nie padł tu żaden taki pomysł.
        Ale to co możesz zrobić dziś, to zmniejszać obszar Brzeskiej, powiększając obszar Konstancina.
        Nie widzę tez żadnego powodu, dla którego idee szkół elitarnych nie miałyby być naśladowane w rejonowej szkole na Brzeskiej (a czy Władysław IV to nie jest właśnie ten rejon?)
        Zupełnie nie rozumiem Twoich obiekcji wobec działań zmierzających do pomocy tym, którzy tę pomoc są gotowi przyjąć i sensownie wykorzystać (czyli przepychają się w kolejce do Batorego czy Władysława IV), a zastanawiasz się nad tym, jak stworzyć system, który wbije nie chcącemu się uczyć Jasiowi z Brzeskiej norymberski lejek i wleje mu do łba procenty.
        Jeśli Jaś z Brzeskiej chciałby się uczyć, to może: Władysław IV w zasięgu dojścia na piechotę. A jeśli nie chce, to daj mu święty spokój i nie uszczęśliwiaj go na siłę kosztem tych, którzy są chętni i dziś nie mają możliwości by się efektywnie uczyć – bo ich rodziców nie stać na Bednarską, a do Władysława IV zabrakło im kilku punktów. To właśnie dla nich trzeba otworzyć obok drugiego Władysława IV.
        Nie zastanawiam się tez jak poprawiać elitarne szkoły. Może kiedys na to przyjdzie czas. Po prostu widzę, że to co robią i jak robią jest na tyle lepsze od rejonowej szkoły z Brzeskiej (i znajduje nie zaspokojony popyt), że warte jest by poszerzyć podaż tego typu szkół i by uczynić je bardziej dostępnymi dla wszystkich, którzy chcą, ale dziś barierą dla nich są finanse, a też by wyłowić z Brzeskiej zdolne dzieci i pokierować na ścieżkę edukacji wyższego standardu.

  • avatar

    Sebastian Agata

    18 listopada 2012 at 16:54

    Mam przed sobą książkę: „Szkoły eksperymentalne 1900-1975”. Są na niej pozostałości po pajęczynie ale możne znajdę jakieś ciekawe tropy.
    Myślę, że jeszcze się taki nie narodził co by wszystkim dogodził. Różnorodność pomysłów na naprawę systemu jest błogosławieństwem a nie przekleństwem. Żeby wcielić te wszystkie utopie w życie należy to robić obok systemu. A żaden super system nie powstanie. Ale moja wiedza na temat systemów jest skromna albo żadna. Wyrażam tylko moją niewiarę
    I tak wszystko zależy od nauczyciela. Zatem postawmy na wzmocnienie nauczyciela. Niekoniecznie zawalając go szkoleniami czy podwyższając pensję. Mnie się marzy coś co pamiętam z lat PRLu choć wtedy byłem dzieckiem. Wykłady telewizyjne dla nauczycieli matematyki. Profesor, akademik, mistrz, przeprowadzał wykład dydaktyczno-metodyczny ale głównie merytoryczny. I żeby nie jeździć na te wykłady, niech one będzie na zasadzie webinariów. Ale z dobrym nagłośnieniem. Lekarz się uczy całe życie bo wchodzą na rynek nowe leki to i nauczyciel powinien poszerzać wiedzę. Żeby potrafił chociaż wskazać uczniowi dalszą drogę albo zrozumiał ucznia wogle co ten do niego mówi.
    W Korei są kanały poświęcone grze w Go. Zróbmy kanał Matematyka TV. Bezpłatny.

    • avatar

      Danusia

      19 listopada 2012 at 08:31

      Jestem za dobrymi wykładami dla nauczycieli i łatwo dostępnymi.
      Ale nie za bardzo wierzę w wykłady, potrzebna jest praktyka, warsztat, rozmowa i dyskusja.
      Nauczyciele muszą ze sobą rozmawiać o nauczaniu, o uczniach. W nich jest duża wiedza, ona drzemie w każdym, trzeba ją tylko wyjąć.
      Wierzę mocno w to, że tylko praktyk może praktykowi pomoc.
      D

  • avatar

    Wiesław Mariański

    18 listopada 2012 at 19:43

    Danusiu, piszesz: „Ludzie już się skrzykują, są szkoły: Montessori, steinerowskie, IB itp”.
    To nieporozumienie, nie o o takim skrzykiwaniu się myślę. Skrzyknąć się mają ludzie, którzy uważają, że dotychczasowe sposoby naprawiania oświaty są bezskuteczne, którzy widzą, że te sposoby były bezskuteczne przez minione dwadzieścia lat i są przekonani, że będą takowe przez kolejne dwadzieścia. Ludzie, którzy widzą, że oświata rozwija się w niewłaściwym kierunku, że szkoła jest i będzie kontrproduktywna mimo prób różnych zmian i udoskonaleń. Ludzi, którzy uważają, że przyczyną tej bezskuteczności i kontrproduktywności są ……….. .

    • avatar

      Danusia

      19 listopada 2012 at 07:57

      Wiesławie
      Kongres Obywatelski skupia ludzi, którzy chcą zmian. I co? Jakie są skutki?
      MÓWIMY.
      Skrzyknięcie nie pomoże. Trzeba wiedzieć – Jak?
      Jak zmieniać? Mieć do tego mandat, naciskać tych z mandatem, pomóc wykonać.
      Co nie oznacza, żeby na ten temat nie dyskutować. Jak najbardziej i w tym zakresie Kongres jest świetny.
      Danusia

  • avatar

    grażka

    18 listopada 2012 at 21:05

    Wiesławie – prowadzenie autorskiej szkoły czy przedszkola pochłania tyle energii, że naprawdę nie oczekiwałbym tu pospolitego ruszenia chętnych do poprawy systemu w ogóle. Zresztą, takie podmioty – grupujące oświatową alternatywę – już są.
    A system, wydawałoby się stabilny i gwarantujący zaistnienie – w którym tacy aktywni marzyciele odważą się na zorganizowanie swojej przestrzeni edukacyjnej – bywa jednym populistycznym ruchem zaburzony.
    Mam dokładnie na myśli ostatnie poczynania w sprawie niepublicznych przedszkoli. Nie myśli się o rozwiązaniu rzeczywistych problemów tych placówek, a podejmuje doraźne ekonomiczne działania – nie jakość, a ilość jest istotna.
    Natomiast – jak usłyszałam na Kongresie EA – szkół waldorfskich jest w Polsce sześć. Bez liceum – nie dają rady spełnić wymogów monitorująco- kontrolnych. Absolwenci podstawówki i gimnazjum istotnie miewają braki w wiedzy – które w góra pół roku uzupełniają zgodnie z wymogami podstawy programowej. Ich kompetencje społeczne natomiast bywają uciążliwie dla otoczenia. :/

    • avatar

      Danusia

      19 listopada 2012 at 08:26

      Grażko
      O tym też mówię. Nie można upowszechniać systemów lokalnych, jeśli nie zmieni się warunków brzegowych. Jeśli zostaną PP i testy, to nie da się realizować tych alternatywnych pedagogik. Zresztą sam nie wiem, czy one są gotowe do przeniesienia do szkół masowych. Można się nad tym zastanawiać.
      Ale najpierw trzeba zrobić warunki do zmiany.
      Jeśli nie centralna PP w obecnej formie, to co innego? Czego mamy uczyć?
      Jeśli nie sprawdzanie w postaci testów, to jak dać społeczeństwu informację o absolwentach?
      Danusia

  • avatar

    Wiesław Mariański

    18 listopada 2012 at 21:25

    Grażka. Nie oczekuję pospolitego ruszenia. Oczekuję skrzyknięcia się na początek kilkudziesięciu osób, którzy będą początkiem autentycznej i trwałej inicjatywy radykalnych zmian, którzy uruchomią trwały, poważny i skuteczny ruch opozycji wobec aktualnego systemu. Jeżeli bezskutecznie potrafiliśmy przez 20 lat diagnozować i krytykować obecny system, to jest to świadectwo sowietyzacji naszych umysłów i działań – dotyczy to wszystkich: od rodziców i nauczycieli, po profesorów i polityków. Jeśli potrafimy uruchomić trwałą organizację opozycyjną, to będzie świadectwo dorośnięcia naszych umysłów do prawdziwej demokracji.
    Jeśli duża grupa myślących i oddanych obywateli widzi zło, opowiada o nim, a przy tym działa w rozproszeniu i bezskutecznie, to może warto zastanowić się bardziej nad tą grupą niż nad owym złem ? Co dolega tej grupie myślących obywateli, czego jej brakuje ?

  • avatar

    Ania

    19 listopada 2012 at 02:00

    WItam, wg mnie sytuacja jest patowa. Tych, ktorzy chcieliby realnych zmian jest bez liku. To nieprawda, ze polski nauczyciel tylko narzeka i marudzi i ze mu sie nic juz nie chce. Problem wiec nie zaczyna sie niechęci z „dołu”. Problem leży po stronie samorządów, i innych władczych instytucji, ktorzy boją się wszelkiej oddolnej inicjatywy. Boją się, że za tym może być jakieś roszczenie pieniędzy, albo że w wyniku jakiś ruchów wyjdzie na wierzch ich nieudolność, bądź też, że są neipotrzebni. Miejscami przeraża mnie to, co widzę w szkole. Czasamik przeraża mnie to, jakie zmiany w imię reformy proponują nam włodarze. PRacując w szkole przez ponad 20 lat, powiem szczerze, ze mam już dość przeprowadzania operacji edukacyjnej na żywym organiźmie szkoły. Cierpią wszyscy – nauczyciele, dzieci oraz ich rodzice. Cierpia samorzady, ktore musza sobie poradzic z utrzymaniem szkoł. Pytam tylko -razem z autorka tego artykulu – jak długo jeszcze?
    pozdrawiam

  • avatar

    Danusia

    19 listopada 2012 at 08:44

    Aniu
    Nie przerzucajmy się winą. Samorządowcy też są w trudnej sytuacji, bo muszą przestrzegać ustanowionego prawa, nie mogą powiedzieć: W mojej gminie sam sobie zorganizuję oświatę. Dam przykład ze szkołami waldorwskimi w Polsce. W tej pedagogice między innymi nie stawia się stopni w ogóle, a w SP uczy wszystkiego jeden nauczyciel. I już mamy kłopot, bo u nas konieczne są stopnie w systemie i nauczyciel nie ma uprawnień do uczenia wszystkiego! Wójt nie może pozwolić na taką szkołę, bo subwencji nie dadzą. Nie mówiąc o rodzicach, którzy chcą szkoły jak inne, a nie jakiejś wymyślonej.
    Sytuacja jest taka: Mamy system, który nam się nie podoba, widzimy w różnych krajach inne systemy, ale nie możemy ich wprowadzić, bo nasze przepisy nie dają. I nie wiemy jak zmienić, aby było dobrze. Nie mamy żadnej wspólnej propozycji dla systemu.
    Jedno w Twojej wypowiedzi mi zazgrzytało: „mam już dość przeprowadzania operacji edukacyjnej na żywym organizmie szkoły”. Często to słyszę – dość eksperymentów i zmian, zostańmy przy dawnym. Tylko nie pamiętamy, że to dawne nie było też dobre!
    Więc wracamy do pytania – JAK?
    Danusia

  • avatar

    Al

    19 listopada 2012 at 14:26

    „Nie mówiąc o rodzicach, którzy chcą szkoły jak inne, a nie jakiejś wymyślonej.”
    Rodzice może by i chcieli te wymyślone, ale chcą też, żeby taka szkoła nie zamykała przed ich dziećmi dalszej edukacji przez to właśnie, że nie pasuje do całości systemu. Musi więc istnieć już w momencie powoływania szkół najniższego szczebla całościowy obraz tego, jak absolwenci tej konkretnej szkoły mogą się poruszać w systemie edukacji w danym państwie, jakie mają drogi wyboru.

  • avatar

    Wiesław Mariański

    19 listopada 2012 at 20:27

    Danusiu, piszesz „A popatrz ile jest różnych zdań już w naszym gronie!”.
    Właśnie w tym jest sęk. Gdyby tak działała opozycja, to żylibyśmy teraz w Peerelu lub czymś podobnym do Białorusi. Dlatego należy spojrzeć na problem z dystansem. Jeśli chcemy przenieść się z oświatą, na inny ląd, to musimy skupić się na tym, które miejsce jest najlepsze dla wylądowania na tej ziemi obiecanej i w jaki sposób zdobyć ten przyczółek. A my robimy błąd: bardzo chętnie opowiadamy o naszych wizjach co będziemy robić jak już zadomowimy się na nowym terytorium. Zatem to jest kwestia priorytetów i naszych egoizmów. Każdy chce promować własne recepty. Dopóki nie znajdzie grupa ludzi, która odłoży swoje wizje na bok, po to żeby wyznaczyć jeden wspólny cel, tak długo będziemy debatować i bezskutecznie „naprawiać” nasze szkoły.
    Każda poważna i trwała zmiana zaczyna się od „przybicia listy tez”. Im mniej tez, tym lepiej.
    Mam wrażenie, że paradoksalną przeszkodą jest Internet – niby ułatwia nasze rozmowy, a w gruncie rzeczy odcina nas od siebie. Zamiast spotkać się, piszemy, piszemy, piszemy, …

  • avatar

    Wiesław Mariański

    20 listopada 2012 at 21:39

    Danusiu, próbują odpowiedzieć na pytanie – JAK ? Tak jak zawsze, czyli nie zaczynać od końca. Nie zaczynać od stawiania odpowiedzi na pytania: „Kto ma tych zmian dokonać? Skąd wziąć nauczycieli, którzy będą umieli wprowadzać te zmiany? Kto ma określić, czego i jak należy nauczać? Jak uczyć bez straszaka w postaci egzaminów? Jak przekonać do zmian społeczeństwo?”. To nie znaczy, że nie rozmawiać o tych pytaniach i nie prowadzić wokół nich gorących sporów. Ale nie traktować ich w tej chwili jako priorytetowych. Na tym polegał sukces opozycji, że w latach 80-tych odłożyła spory i „filozofowanie” o tym jak urządzić kraj po odzyskaniu niepodległości, a skupiła się na odzyskaniu jednej rzeczy – legalizacji NSZZ Solidarność. Na tym polegają sukcesy wszelkich reformatorów, bojowników, opozycjonistów. Trzeba sobie powiedzieć, że sytuacja jest nadzwyczajna, więc wymaga nadzwyczajnego myślenia i działania. Jeśli ktoś uważa, że to nie jest sytuacja nadzwyczajna, to niech stoi z boku i przygląda się. Taka sytuacja wymaga najpierw działań naiwnych i idiotycznych. Tylko takie działania naprawdę zmieniają świat.
    Konkrety, czyli dwa przyczółki do zdobycia. Czym jest przyczółek ?
    – to miejsce, które ma być trampoliną do dalszych działań.
    – to miejsce zbiórki wszystkich zainteresowanych, niezależnie od ich poglądów, od ich wizji dalszych działań, od kierunku wyskoku z trampoliny
    Przyczółek 1. Spotkanie/spotkania w realu osób mających jedno, wspólne „wyznanie wiary”: nie chcę szkoły takiej jak jest, obecna edukacja jest szkodliwa dla większości, chcę innej szkoły w innym modelu oświaty.
    Główny cel tych spotkań: ustalić minimalną ilość barier do obalenia i minimalną listę dróg wyjścia. (kto uważa, że nie trzeba myśleć o obalaniu barier, nie stanie z boku i … ).
    Przyczółek 2. Spotkanie w Internecie. Uruchomienie witryny gromadzącej „wyznawców” i ich świadectwa: dowody na szkodliwość edukacji i wizje nowej szkoły. Ta witryna nie powinna być miejscem dyskusji i debat. Dość debat w Internecie !
    Zapytacie: co dalej ? Odpowiadam: najpierw zdobądźmy dwa przyczółki, a potem rozmawiajmy co dalej. Rozmawianie o tym co dalej, jest początkiem kolejnych, niekończących się i bezskutecznych debat.

    • avatar

      Danusia

      21 listopada 2012 at 16:18

      Wiesławie
      ad 1. Dlaczego w realu? Mamy spotkania tu na blogu i nie dochodzimy do rozwiązań i jeszcze okazuje się, że zdania mamy lekko mówiąc różne. Bariery możemy wyliczać, ale czy to nam pomoże?
      Spotkania w realu są, patrz – Kongres Obywatelski. Nie umniejszając znaczenia Kongresu (chwała, że jest)- mało praktycznego z tego wynika.
      Mamy też spotkania dyrektorów w programie SUS i w OSKKO, czy to grono ma siłę przebicia?
      Tak przy okazji OSKKO protestuje w sprawie (cichego rozporządzenia MEN) zmniejszenia 1% na doskonalenie nauczycieli do 0,5%. Ciekawe czy ugrają cokolwiek.
      ad 2. Czym miałaby być witryna. Jeśli ktoś objawi na niej swój pogląd, to po to, aby inni się wypowiedzieli. Inaczej nikt się nie zapozna.
      Przypominam, że Solidarność nie poprzestawała na rozmowach w gronie tak samo myślących ludzi.
      Danusia

  • avatar

    ona

    21 listopada 2012 at 14:49

    żadne zmiany programowe i rozwiązanie nie pomogą, dopóki reforma nie będzie brać pod uwagę możliwości rozwojowych i sposobu uczenia się dziecka. Dziś system nauczania opiera się na uczeniu abstrakcyjnym, dziecko do wieku 14-15 lat nie jest gotowe do takiego sposobu nauczania, ono powinno doświadczyć wiedzy, samodzielnie odkrywać, a nie czytać o doświadczeniu, czy je obserwować.
    żaden internet, żadne tablice multimedialne, tablety nie pomogą. Kto tego nie rozumie zapomniał jak dziecko odbiera świat.

    • avatar

      Danusia

      21 listopada 2012 at 16:21

      Witaj Ona
      Masz rację, ale znowu to jest z półki „co”, a nie „jak?”.
      „ono powinno doświadczyć wiedzy, samodzielnie odkrywać, a nie czytać o doświadczeniu, czy je obserwować” – Jak to zrobić pomiędzy Podstawą, a egzaminami?
      Danusia

  • avatar

    Xawer

    21 listopada 2012 at 18:04

    Danusiu:
    jeśli odpowiedź na pytanie „co?” jest niesatysfakcjonująca albo nie ma jej wcale, to stawianie pytania „jak?” nie ma sensu. Inaczej wpadasz w absurd: „Jak uczyć, czegoś, w sensowność uczenia czego wątpimy?”, albo w poszukiwanie uniwersalnego narzędzia, super-młotka, którym każdemu można wbić do głowy każdy gwóźdź.
    Nie ma pytania „Jak?” w abstrakcji od „Czego?” – a jesli je tak postawimy, to dostajemy najwyżej recepty typu: „trepanacja czaszki, wetknięcie lejka, nalanie wiedzy”.
    ONA odpowiada zreszta na pytanie „Jak?” bardziej, niż na pytanie „co/czego?” – uczyć przez samodzielne odkrywanie wiedzy i jej tworzenie i przez samodzielne doświadczanie świata tam, gdzie to jest możliwe, raczej niż przez przyjmowanie wiedzy podanej przez nauczyciela i oglądanie ilustracji, filmów i doświadczeń robionych przez innych. W pełni zgadzam się tu z ONĄ – taka metoda działa.
    Choć, oczywiście, zaraz zapewne powiesz mi, ze działa to wyłącznie w moim wyalienowanym świecie dzieci bogaczy, których stać na posłanie dziecka na lekcje do mnie, a Jasiowi z Brzeskiej państwo musi robić trepanację i wtykać mu tam lejek, bo inaczej Jasio nie będzie znał nawet procentów…
    Nie ma problemu podstawy i egzaminów, poza mentalnymi ograniczeniami nauczycieli i (części) rodziców. Jeśli nie przejmujesz się podstawą i nie przygotowujesz do egzaminów, to uczniowie i tak je zdadzą blisko maxa.
    @ ONA:
    nie rozumiem antynomii „uczenie abstrakcyjne: vs. „doświadczanie i tworzenie wiedzy samemu”. Chyba co innego rozumiemy pod pojęciem „abstrakcyjne”.
    Nie widzę najmniejszego problemu, by uczniowie sami odkrywali i wymyślali jak najbardziej abstrakcyjne i niedotykalne pojęcia, jak choćby teorię liczb i geometrię Euklidesa…

    • avatar

      Xawer

      21 listopada 2012 at 23:43

      Powtórzę więc: pytanie „Jak?” jest wtórne wobec odpowiedzi na oba Twoje piętra pytania „Co?” czy raczej „Czego?”
      Jeśli nie wiesz do czego chcesz dojść, to nie wymyślisz ani trasy dojścia, ani też procedury marszowej (bo nie wiesz, czy musisz maszerować po pustyni, przez śniegi, czy do odległego o farlong pubu gładką drogą).
      Zupełnie innych technik dydaktycznych (czyli różne dostaniesz odpowiedzi na pytania: „jak?”) będziesz stosować stawiając sobie za cel wbicie do łba Jasiowi z Brzeskiej umiejętności rozwiązywania zadań na procenty (abstrahując już od tego, że to zadanie beznadziejne: ani Ty, ani nikt inny nie ma tu skutecznej metody), innej techniki użyje Paweł, ucząc wiejskich Jasiów o paradoksach nieskończoności, a jeszcze innych użyję ja ucząc dziecię „z dobrego domu” rozwiązywać równania różniczkowe.
      Jest pewna cecha wspólna sprawdzających się w praktyce odpowiedzi na to pytanie, i tę cechę w kółko podkreśla Marzena: „to ma być przyjazne mózgowi”, albo w bliższych mi słowach: „to musi być ciekawe”. I, powtarzając za ONĄ: to uczeń sam musi sobie tę wiedzę wytworzyć (w czym należy mu pomóc), a nie być jej nauczony.

      • avatar

        Danusia

        22 listopada 2012 at 15:19

        Myślałam, że mamy to już ustalone. To znaczy wiemy jaki ma być efekt: uczeń z zainteresowaniem uczy się myśleć. Tylko tak postawiona odpowiedź znowu jest okropnie ogólna. To jest tak, jak z celami i kryteriami sukcesu, To może być cel (pierwsze piętro), a po czym to poznamy – kryteria to drugie piętro. Więc pytanie jest takie: Po czym poznamy, że uczeń z zainteresowaniem uczy się myśleć?
        D

      • avatar

        Xawer

        22 listopada 2012 at 15:48

        Przy tak postawionym celu, na pytanie „jak?” odpowiedziała (dość ogólnie) ONA: należy temu uczniowi pozwolić samemu wytworzyć swoją wiedzę i pozwolić mu doświadczyć tych zjawisk samemu, a nie być biernym obserwatorem/odbiorcą/słuchaczem/czytelnikiem. Podobne idee głoszę tu od dłuższego czasu wespół z Marzeną i Pawłem.
        Marzena idzie czasem dużo dalej ze szczegółową odpowiedzią, a ja ją wtedy tępię, że zbyt mechanicznie uogólnia metody nadające się w jednej dziedzinie na inne dziedziny (choćby moja kłótnia z nią o neurony lustrzane i stosowanie dramy jako metody dydaktycznej: co sprawdza się doskonale w uczeniu języka obcego nie nadaje się ani trochę do uczenia matematyki).
        Na pytanie „po czym poznamy” odpowiedział kiedyś bardzo celnie Paweł: „patrząc mu w oczy to widać”. Nawet ja ze swoją autystyczną osobowością widzę, czy uczeń myśli, czy udaje że myśli. Po trzech zdaniach rozmowy to wiemy – oceniając według miękkich i intuicyjnych kryteriów spójność jego wypowiedzi, jaj logiczną konsystencję, a nie wyłącznie poprawność ostatecznego wniosku.
        To, czy uczeń jest zainteresowany, czy nie, tez widać na pierwszy rzut oka, czy raczej można wnioskować po kilku zdaniach. Choć trudno tu postawić jakieś formalne kryterium ocenienia tego. Ale również widać: body language ucznia doskonale pokazuje, czy interesują go nasze zajęcia, czy nie.

  • avatar

    Wiesław Mariański

    21 listopada 2012 at 21:20

    Danusiu, wracam do Twoich wątpliwości.
    ad 1. „Dlaczego w realu?” Bo stwarza wyższe prawdopodobieństwo sukcesu. Bo lepiej w realu niż w wirtualu. Szkoda czasu na uzasadnianie (tak jak nie ma sensu dyskutować gdzie lepiej spędzić urlop: w górach czy na plaży). Kongres Obywatelski nie jest miejscem SPOTKANIA, to miejsce prezentacji monologów.
    „Mamy spotkania tu na blogu i nie dochodzimy do rozwiązań i jeszcze okazuje się, że zdania mamy lekko mówiąc różne.” Na blogu nie dojdziemy do rozwiązań. Powtórzę się: szukanie rozwiązań to jest działanie od końca. Każdy koniec musi mieć swój początek, dlatego należy rozmawiać więcej o początku, a mniej o końcu.
    „Bariery możemy wyliczać, ale czy to nam pomoże?”. Tylko to nam pomoże. Najważniejszym działaniem jest złamanie najważniejszych barier. Najważniejsze było przełamanie „nielegalności” Solidarności, a nie ustalanie co będziemy robić gdy będzie legalna Solidarność i nowa Polska. A my właśnie robimy taki błąd.
    „Mamy też spotkania dyrektorów w programie SUS i w OSKKO, czy to grono ma siłę przebicia? Tak przy okazji OSKKO protestuje w sprawie (cichego rozporządzenia MEN) zmniejszenia 1% na doskonalenie nauczycieli do 0,5%. Ciekawe czy ugrają cokolwiek.” Niczego nie ugrają, niczego nie przebiją. To nie ta metoda, nie to miejsce, nie ci ludzie. To tak, jakby czternastowieczni astronomowie zbierali się po to, aby debatować nad poprawianiem szczegółów modelu kosmosu opartego na modelu ptolemejskim. Kto widzi jaki jest prawdziwy kosmos, musi po prostu wyjść z kongresu i działać „od nowa” i inaczej.
    „Czym miałaby być witryna. Jeśli ktoś objawi na niej swój pogląd, to po to, aby inni się wypowiedzieli. Inaczej nikt się nie zapozna.” Powtórzę się: Ta witryna nie powinna być miejscem dyskusji i debat. To tylko baza danych:
    – faktów ilustrujących wady, błędy, paradoksy sytemu ptolemejskiego
    – pomysłów
    – ludzi – przeciwników obowiązującego systemu i zwolenników nowego
    I nic więcej.
    „Przypominam, że Solidarność nie poprzestawała na rozmowach w gronie tak samo myślących ludzi.” Niczego takiego nie postuluję. Postuluję robić to co Solidarność: skupić się zdobywaniu przyczółków, a nie na debatowaniu jak ma wyglądać szkoła przyszłości. To kwestia priorytetów.

  • avatar

    Xawer

    21 listopada 2012 at 22:02

    Zupełnie na marginesie tej dyskusji. Wiesławie: trafiłes kulą w płot.
    Model Kopernika był właśnie poprawieniem szczegółów modelu ptolemejskiego. To był taki sam model, oparty o kołowe pozaczepiane hierarchicznie jeden na drugim epicykle jak model Klaudiusz Ptolemeusza, tylko Kopernik zauważył, że jeśli Słońce, a nie Ziemię, włoży się jako punkt zaczepienia epicykli pierwszego rzędu dla wszystkich ciał niebieskich poza Księżycem, to model może być troche prostszy. Zauważył też, że jeśli epicykle będą zaczepione nie w punktach epicykli niższego rzędu, a nieco ekscentrycznie do nich, to model będzie jeszcze prostszy!
    Znaczenie tej poprawki wcale nie jest oczywiste (a z dzisiejszego punktu widzenia: jest żadne, a nawet ze swoimi ekscentrycznymi epicyklami idzie w zupełne maliny). Znaczenie światopoglądowe zostało nadane później (nie ma lepszej promocji książki, niż znalezienie się na indeksie), a ostatecznie rozdmuchał to Thomas Kuhn w „Przewrocie Kopernikańskim”, a jeszcze bardziej nadęli ten balon postmodernistyczni wyznawcy Kuhna. Ale nawet książka Kuhna, choć tytułem odnosząca się do Kopernika, pokazuje, że przełom dokonał się dopiero później — wraz z modelem Keplera, a ostatecznie dopiero z Newtonem.
    Oczywiście – astronomowie nie zbierali się, by tę poprawkę wymyśleć. Wymyślił ją Kopernik bez zbierania jakichkolwiek gremiów i spotykania się czy to w witualu, czy w realu.
    A uczniowie polskich szkół muszą kochać Kopernika, bo wielkim astronomem był. Krzywych stożkowych nie ma w programie autorstwa Semadeniego, a po uporządkowaniu programów musiały więc wylecieć z niego i prawa Keplera, więc nie będziemy się zajmować żadnym zniemczonym Czechem. Ale na szczęście są okręgi i ruch jednostajny po okręgu, można je więc złożyć i w ten sposób ożywić epicykle Kopernika. Kopernika, który był Polakiem (a również kobietą…)

  • avatar

    Danusia

    22 listopada 2012 at 15:23

    Drodzy Dyskutanci
    Ponieważ nie mamy na razie konkretnych propozycji, ani czego, ani jak, ani po co? Proponuję przenieść się na następny wpis: „Jak zmienić dwie nogi stołka i umocnić trzecią?”. Tam z duża dozą niepewności zamieszczę własną propozycję. Pewnie jest do obalenia, ale ma tę zaletę, ze może być realna do zrealizowania.
    Danusia

Dodaj komentarz