Jak zmieniać 4 – jak udoskonalić doskonalenie nauczycieli

Stale aktualnym tematem w polskiej oświacie jest doskonalenie nauczycieli i w konsekwencji awans zawodowy.
Dotychczasowy awans jest mocno krytykowany przez nauczycieli, ale też przez władze oświatowe. Wygląda na to, że pomysł sprzed kilku lat (wtedy ożywczy) wyczerpał się.
 
Jak zmienić sposób pozyskiwania stopni awansu? Mam swoją propozycję, którą przedstawiam poniżej w kilku punktach:
 

  • Aby nauczyciel mógł utrzymać swój stopień awansu, powinien odbyć w ciągu roku określoną liczbę godzin szkoleniowych. Kwestia liczby godzin powinna być ustalona przez MEN w porozumieniu ze związkami zawodowymi.
  • Jeśli nauczyciel nie odbyłby wymaganej liczby godzin szkoleniowych w ciągu roku (bez specjalnego uzasadnienia), to mógłby być pozbawiony stopnia awansu, który już posiadał. Trzeba byłoby opracować procedurę cofania stopnia awansu.
  • Aby zwiększyć swój stopień awansu, nauczyciel musiałby przez określoną liczbę lat utrzymywać dotychczasowy pozycję, czyli stopień awansu. Czyli nie być go pozbawionym, to znaczy wypełniać obowiązkową liczbę godzin szkoleń, o których mowa powyżej.

 
Widzę lukę w tej propozycji, polegającą na różnej jakości oferowanych na rynku szkoleń doskonalących.
Dlatego od razu druga propozycja:
Ośrodek Rozwoju Edukacji (ORE) prowadziłby stronę internetową propozycji szkoleniowych. Każda firma szkoleniowa czy ośrodek doskonalenia zgłaszałyby swoje propozycje szkoleń wraz z opisem i czasem trwania szkolenia. W każdym roku nauczyciel wybierałby z listy (w porozumieniu z dyrektorem i radą pedagogiczną) szkolenia dla siebie i dla całej rady.
Po odbytym szkoleniu (tylko w godzinach pozalekcyjnych) nauczyciel zdawałby relację dyrektorowi z korzyści, jakie dzięki szkoleniu uzyskał. Dyrektor miałby obowiązek wpisać ocenę szkolenia na stronie internetowej. Po pewnym czasie strona zaczęłaby stanowić wiarygodne źródło oceny jakości szkoleń.
Aby wyeliminować nieuczciwe firmy szkoleniowe (wydawanie świadectw nieobecnym, podawanie większej liczby godzin niż w rzeczywistości, skracanie czasu szkoleń, proponowanie „pustych” tematów) powinna powstać komisja, która przyjmuje skargi uczestników i która po sprawdzeniu doniesienia cofa firmie pozwolenie na szkolenie. Taki system sam będzie się regulował: eliminował firmy nieuczciwe i promował dobre szkolenia. Można byłoby uniknąć nawet akredytacji firm.
 
Pomysł prawie bezkosztowy, co jest istotne w dobie kryzysu.
 

Blogi Oś świata:
Jacek Strzemieczny Oś świata Jacka …
Danuta Sterna Moja oś świata
Marzena Żylińska Neourony w szkolnej ławce
Witold Szwajkowski Prawo do rozumienia
Wiesław Mariański Głos rodzica
Ewa Borgosz Do przyszłości
Ksawery Stojda Kolokolo Bird
Anetta, Grażyna Czas na przedszkole
Zofia Godlewska Patrząc na … szkołę
Strona główna blogów Oś świata

18 komentarzy

  • avatar

    stary

    22 listopada 2011 at 15:40

    Świetny pomysł. Za szkolenia i dojazdy (ewentualne noclegi) płaciłby nauczyciel z własnej kieszeni. To jest bardzo dobry pomysł aby firmy szkoleniowe się wzbogaciły.
    Najpierw należałoby sprawdzić jaki procent w obecnych szkoleniach stanowią nauczyciele dyplomowani i na tej podstawie dopiero wydawać sądy.
    System awansu nauczycieli jest beznadziejny, lecz i tak dużo lepszy od wielu innych rozwiązań w oświacie.

  • avatar

    Danusia

    22 listopada 2011 at 18:43

    Myślałam raczej o szkoleniach na miejscu i skierowanych na potrzeby szkoły i nauczycieli w niej pracujących.
    Szkoła i tak wydaje 1% na szkolenia, warto, aby były one sensowne.
    Na pewno lepiej uczestniczyć w sensownych szkoleniach poprawiających nauczanie niż zdawać egzamin z papierów.
    Nauczanie nie poprawi się samo z siebie.
    D

  • avatar

    xts

    22 listopada 2011 at 19:04

    Z nauczycielami jest tak samo jak z uczniami – nie różnią się od nich tak bardzo. Nauczyciel tez człowiek 😉
    Zmuszając ich formalnymi wymogami do odbycia szkoleń i uzyskania certyfikatów nie spowodujemy, że będą lepsi, wprost przeciwnie, zestresujemy ich i zmusimy do pozorowania wysiłku.
    Tak jak uczniów – nauczycieli też trzeba zachęcić i zaciekawić, a nie zmuszać.
    A jeśli rozliczać, to nie w sformalizowany sposób (szkolenie-test), który wszyscy tu uznaliśmy za kontrproduktywny, tylko w miękki.
    Tyle, że w dzisiejszych czasach, zwłaszcza w publicznej instytucji z Kartą Nauczyciela i ZNP, nie ma miejsca na uznaniowość i miękkie ocenianie.

  • avatar

    Wiesław Mariański

    22 listopada 2011 at 20:13

    System oświatowy nie jest nastawiony na promowanie dobrych nauczycieli, dobrych dyrektorów, dobrych szkół. Dla systemy dobry nauczyciel to taki, który:
    – dobrze uczy = wymusza na uczniach dobre stopnie
    – nie sprawia kłopotów
    Bez zmiany systemu, jego paradygmatów, zasad i celów, możemy poprawiać tylko czynności. Robimy to od 20 lat.
    Patrz: Sir Ken Robinson – Changing Education Paradigms
    http://www.youtube.com/watch?v=zDZFcDGpL4U

  • avatar

    Ewa Borgosz

    23 listopada 2011 at 21:53

    Ja również nie wierzę w wymuszanie szkoleń i doskonalenia. Niestety, nie mam pomysłu na to, jak skłonić nauczycieli do rozwoju. Większość uważa, że jeśli maja efekty – zdane dobrze egzaminy, to jest to sukces i oznacza, ze uczą dobrze. Zadaję sobie wciąż pytanie, jak wzbudzić motywację wewnętrzną? Wiem, że ciekawiej i o wiele przyjemniej pracuje mi się z uczniami, gdy wprowadzam nowe techniki i metody, gdy eksperymentuję i bawię się, gdy korzystam z internetu, wprowadzam projekty i wspólnie z uczniami planuję działania i ich uczenie się. I nikt mnie do tego nie zmusza, nie zachęca. Wiele dobrego zrobiły programy nauczyciel z klasą i szkoła z klasą. Może właśnie to jest właściwa droga?
    A inne rozwiązanie- to uczelnie…

  • avatar

    Danusia

    23 listopada 2011 at 23:25

    Ja znam metodę na osiąganie bardzo dobrych wyników na egzaminach:
    1. Terror na lekcji
    2. Trudne zadania do wykonania
    3. Rodzice, których stać na korepetycje
    4. Korepetycje
    Działa, o czym może zaświadczyć nie jeden rodzic dziecka licealnego.
    To co piszesz o bawieniu się nauczaniem, to jest klucz, ale nie wszyscy chcą go wziąć do ręki, a już trafić do zamka…
    A potem narzekają, że są wypaleni i im mało płacą.
    D

  • avatar

    Zofia Godlewska

    24 listopada 2011 at 21:36

    Odnośnie stanowiska Wiesława – w wielu wypowiedziach na tym forum zauważyć można dwie tendencje. Generalnie większość wypowiedzi wskazuje, że w wielu sprawach oświatowych źle się dzieje. Z tym ,że możliwość poprawy (naprawy ?) niektórzy upatrują wyłącznie poprzez zmianę systemu. Inni zaś uważają, że należy podejmować różnorodne działania, które poprawiają/ulepszają/zwiększają skuteczność na określoną skalę (czasem niewielką). I robią tak angażując się jednocześnie w takie przedsięwzięcia, które służą wprowadzaniu zmian. Czekanie na zmiany systemowe może trwać długo….
    W kwestii doskonalenia nauczycieli – bardzo przydatny byłby „weryfikator” form proponowanych przez różnorodne firmy jak i uczelnie.
    I jeszcze jedno : standardem w szkoleniach dla rad pedagogicznych powinno być krótkie spotkanie prowadzącego z radą poprzedzające szkolenie. Miałoby ono służyć zebraniu najważniejszych informacji : czego oczekują Nauczyciele po szkoleniu , jakie są ich potrzeby w danym zakresie, co chcieliby wspólnie wypracować. Zdarzają się firmy, które przed szkoleniem prowadzą rozmowę z dyrektorem, jednak jego spojrzenie, to nie spojrzenie całej rady.

  • avatar

    Ela

    24 listopada 2011 at 21:40

    Też nie wierzę w wymuszanie szkoleń i doskonalenia na siłę. Chociaż pomysł ze szkoleniami z ORE, które są przecież bezpłatne dla nauczyciela i eliminowanie firm szkoleniowych, które tylko wydają zaświadczenia, a niczego nie uczą niczego sobie 🙂
    Myślę, że klucz do doskonalenia nauczycieli musi być w ręku dyrektora. Jeśli dla dyrektora nie jest priorytetem dobre nauczanie to i nauczyciele nie są tym zainteresowani.
    Na osiąganie lepszych wyników ze sprawdzianu znam taką metodę:
    1. Ocenianie kształtujące.
    2. Zajęcia z godzin karcianych wykorzystane na pomaganie uczniom, którzy sobie nie radzą.
    3.Inne dodatkowe zajęcia, np ze środków unijnych.
    4. Wiara nauczycieli w to, że uczniowie naprawdę mogą się czegoś nauczyć.

  • avatar

    Danusia

    25 listopada 2011 at 08:14

    Zosiu
    Zgrabnie ujęłaś nasze dwie drugi dyskusji na temat zmian w oświacie.
    Również Twoja wypowiedź na temat szkoleń daje mi do myślenia. Do tej pory uważałam, że to sam dyrektor w porozumieniu z Radą powinien decydować o wyborze tematyki i zawartości szkolenia.
    Ty jesteś dyrektorem i uważasz, że decyzja należy do samej Rady. Pomysł przyjazdu trenera do RP i rozmowa wstępna o potrzebach byłaby pewnie bardzo użyteczna, ale mam kilka praktycznych „ale”:
    1. Koszty zwiększone przez zaangażowanie dodatkowe trenera (dojazd i czas konsultacji).
    2. Dodatkowy czas, który nauczyciele muszą poświecić na spotkanie (z tym zawsze problem).
    3. Znalezienie terminu dla konsultacji w którym mogą zjawić się nauczyciele (często po lekcjach, a oni muszą odebrać dzieci ze szkoły, dojechać do innego miasta itd).
    4. Ustalanie wspólnego stanowiska może być nie możliwe np w 70 osobowej Radzie. Ktoś w końcu musi podjąć ostateczną decyzję i powinien to być szef.
    Zosiu, czy Twoim zdaniem nie wystarczyłyby dwie rozmowy z dyrektorem telefoniczne:
    1. Wstępna pokazująca ofertę
    2. Po rozmowie dyrektora z Radą i zebranie przez niego potrzeb, a teraz przekazanie ich trenerowi
    ?
    D

  • avatar

    Danusia

    25 listopada 2011 at 08:26

    Elu i Zosiu
    W sprawie weryfikacji firm szkoleniowych.
    Każdy z nas przeżył bzdurne szkolenie i za kasę i bez niej. Nie da się tego uniknąć bez monitoringu firmy.
    Dotychczasowe systemy weryfikacji nie były dobre. Np firma musiała mieć swój lokal na prowadzenie szkoleń, co naprawdę nie jest konieczne, gdy potrzeba szkoleń jest na miejscu w szkole.
    Nie widzę takich „standardów”, które można byłoby ustalić i sprawdzić przed.
    Dlatego propozycja zmieniającej się opinii o szkoleniach wpisywanych przez dyrektorów w arkusz po szkoleniu.
    Dyrektor wpisywałby np:
    1. Czy szkolenie spełniło oczekiwania uczestnika/ów
    2. Korzyści jakie uczestnik wyciągnął
    3. Czy formalne warunki zostały spełnione – czas szkolenia, zaświadczenia itp
    4. Ocena trenera
    5. Wskazówki dla innych zamawiających szkolenie
    itp
    Takie cudo wisiałby na stronie ORE i samo świadczyło za siebie.
    Trochę tak się działo w gronie znajomych dyrektorów, którzy wymieniali się opiniami na temat szkoleń, ale dlaczego tych opinii nie upublicznić?
    D

  • avatar

    Ksawery Stojda

    25 listopada 2011 at 10:00

    Widzę coś niesłychanie montypythonowskiego w dyskusji na temat:
    „jak przymusić nauczycieli, by przyszli na szkolenie, na którym nauczą się jak wywołać u uczniów chęć do chodzenia do szkoły z przyjemnością”
    „Każdy z nas przeżył bzdurne szkolenie i za kasę i bez niej. Nie da się tego uniknąć bez monitoringu firmy.”
    Żadna biurokracja, arkusze, standardy i monitoring w tym nie pomogą. Takie metody mogą doprowadzić wyłącznie do pozorowanej działalności (celem szkolenia staje się dla uczestników certyfikat, a dla prowadzącego pozytywny wpis w arkuszach instytucji monitorującej).
    Doskonale się daje uniknąć tego w miękki sposób i niektóre firmy komercyjne (zwłaszcza skandynawskie: bardzo podobny schemat funkcjonuje w Nokii) robi to tak:
    – pracownicy są informowani o możliwości udziału w szkoleniu (z jego dość szczegółowym opisem) i na tej podstawie deklarują chęć udziału;
    – szkolenia nie wydają żadnych certyfikatów, ich odbycie nie jest w żaden sposób odnotowywane w dokumentacji pracownika i w żaden sposób nie jest on rozliczany z uczestnictwa, udział nie jest premiowany niczym, poza normalnym wynagrodzeniem za jego czas jak za czas pracy i ewentualnie weekendem z atrakcjami w miłym ośrodku szkoleniowym;
    – decyzją pracownika jest to, czy chce w nim uczestniczyć, czy nie;
    – pracownik ma prawo bez żadnych konsekwencji wyjść po angielsku jeśli szkolenie mu się nie podoba;
    – pracodawca odbiera i analizuje sygnał: ilu pracowników było w ogóle zainteresowanych tematem i ilu dotrwało do końca, na tej podstawie decyduje o dalszej współpracy z zewnętrzną firmą szkoleniową.
    – jeśli szkolenie zostało dobrze przyjęte, to jeśli jest więcej chętnych, którzy w pierwszym podejściu nie zapisali się na nie, ale po rozmowie z kolegami zmienili zdanie – powtarza się je w kolejnym terminie.

  • avatar

    Danusia

    25 listopada 2011 at 11:09

    Panie Ksawery
    Krzykną za Panią Żylińską – Genialne:
    „Widzę coś niesłychanie montypythonowskiego w dyskusji na temat:
    jak przymusić nauczycieli, by przyszli na szkolenie, na którym nauczą się jak wywołać u uczniów chęć do chodzenia do szkoły z przyjemnością”
    Jak można oczekiwać, że nasi uczniowie będą uczyć się z przyjemnością, jeśli my sami nie mamy frajdy z uczenia SIĘ?
    Klaryfikacja prosto w sedno!!!
    System skandynawski moim zdaniem świetny, nie słyszałam o nim, dziękuję. Tylko jeśli nie ma chęci do uczenia się, to nikt się nie zgłosi….
    Ja często spotykam się z taką sytuacją: Nauczyciel nie chce uczestniczyć w szkoleniu, a w trakcie zmienia zdanie, a potem zapisuje się na następne. Co zrobić, aby wyszedł ze skorupy i spróbował.
    Moim zdaniem, to co jest najważniejsze w szkoleniach dla nauczycieli to możliwość wymiany doświadczeń pomiędzy nauczycielami i profesjonalna rozmowa. Tego nie ma na co dzień w szkole, a jest konieczne w profesjonalnym podejściu do zawodu nauczyciela.
    Widzę, ze się posuwamy w myśleniu o doskonaleniu.
    D

  • avatar

    Ksawery Stojda

    25 listopada 2011 at 12:48

    Wracamy do tematu magisteriów/licencjatów nauczycieli. Jeśli w dzisiejszych czasach ktoś idzie do szkoły w Pcimiu a nie na Jagiellonkę i przerywa własną edukację na licencjacie, to mamy 99.9% pewności, że ten ktoś nie ma chęci uczenia się i nie ma ciekawości poznawczej. Stąd moje, kilkukrotnie powtarzane, veto wobec pomysłów zrezygnowania z wymogu magisterium.
    „System skandynawski” chyba nie został nigdy jako taki opisany, ale doskonale funkcjonuje. Najlepiej w niewielkich przedsiębiorstwach (kilka lat temu pracowałem dla – nieistniejącej już, niestety – norweskiej firemki, gdzie był to jedyny sposób szkolenia pracowników, nawet tych na niskim szczeblu. Jeśli potrzebne było opanowanie ‚twardej wiedzy’ (np. technicy musieli nauczyć się posługiwać nowym rodzajem sprzętu), to mieli swobodny wybór, czy chcą iść na szkolenie, samemu postudiować literaturę, obejrzeć szkolenie internetowe, albo popraktykować z którymś ze swoich kolegów – rozliczani byli formalnym egzaminem certyfikującym, niezależnym od samego szkolenia.
    Ale również duże firmy (np. Nokia) stosują to podejście – jeśli nie do wszystkich szkoleń, to przynajmniej do ich większości. I nie dotyczy to tylko Skandynawii – z podobnym podejściem spotkałem się też w brytyjskiej korporacji, a nawet u jednego z łotewskich operatorów telekomunikacyjnych, gdzie to ja byłem tym trenerem, który był potem rozliczany z tego, czy uczestnicy szkolenia nie zagłosują nogami, że moje szkolenie jest nudne i bez sensu.
    Do szkoleń należy ludzi zachęcać, ale nie naciskać. Trzeba dać im atrakcyjne materiały wstępne, może internetową zajawkę, tu jest mnóstwo możliwości organizacyjnych, a może nawet przekupić szkoleniem w sympatycznym ośrodku na Mazurach.

  • avatar

    Wiesław Mariański

    25 listopada 2011 at 19:11

    Poproszę o wyjaśnienie (pytam szczerze, bez cienia ironii): jaki jest sens doskonalenia nauczycieli, których głównym zadaniem i obowiązkiem są:
    – realizacja treści nauczania, wyznaczonych przez obcych
    – jak najwyższe oceny uczniów w dzienniku
    – przygotowanie uczniów do jak najlepszych wyników testów
    – przygotowanie uczniów do jak najlepszych wyników na maturze
    Pogubiłem się. Z jednej strony słyszę, że uczenie pod wyniki-testy-egzaminy jest zły, a za chwilę mówicie, że należy doskonalić nauczycieli do lepszej w pracy w tym systemie.
    Poproszę Was o objaśnienie.

  • avatar

    Ksawery Stojda

    25 listopada 2011 at 19:33

    Ja widzę w tym bardzo mało sensu, ale jednak trochę znajduję. (Patrz mój komentarz na blogu M.Ż.: http://osswiata.nq.pl/zylinska/2011/11/20/suszarka-do-wlosow-spowodowac-globalne-ocieplenie-fizyka-przyjazna-mozgowi/#comment-76 )
    Te trochę polega na przekonaniu nauczycieli, pracujących w ramach tego systemu, że mogą bez szkody dla swojego celu testowo-dziennikowego (a może nawet czasem z pożytkiem dla jego realizacji) skorygować pewne elementy swojej praktyki tak, by mniej szkodzić ciekawości poznawczej dzieci (to mój konik), mniej je stresować (to konik D.S. i innych entuzjastów OK), wychować ich choć trochę (konik Z.G.) a może nawet i przekazać odrobinę wiedzy?

  • avatar

    Ksawery Stojda

    25 listopada 2011 at 19:48

    … choć oczywiście, w pełni zgadzam się, że efekty takich działań mogą być co najwyżej mizerne. Głównym kierunkiem działań powinna być gruntowna reforma całego systemu. Nie widzę jednak żadnej siły społecznej o wystarczającym rozpędzie, by rozpirzyć system szkolny i naruszyć jego fundamenty. Jeśli taka siła się objawi – z pewnością ją poprę.
    A póki co – jeśli mogę niewielkim wysiłkiem pomalować przegniły płot – to – why not? Zawsze przyjemniej. Byleśmy nie popadli w samooszukiwanie się, że to co robimy to coś więcej, niż malowanie przegniłego płotu – by odrobinę lepiej wyglądał, gdy nie stać nas na postawienie nowego.

Dodaj komentarz