Jak zmieniać 3

Korespondencja w „Jak zmieniać 2” zachęciła mnie do snucia marzeń jeszcze dalej.
Propozycja drugiego nauczyciela spotkała się z wątpliwościami natury finansowej – kto za to zapłaci?
Trochę udało mi się wyjaśnić, że koszty nie byłyby podwójne, ale zawsze jednak dość duże. Warto wziąć pod uwagę, że na początku nie musiałaby być to praktyka powszechna. Są klasy i nauczyciele którym szczególnie byłoby to potrzebne. Nauczyciele sami mogliby decydować, kiedy potrzebują takiej pomocy. Na przykład mogłoby to nastąpić w przypadkach:

  • Nauczyciel planuje pracę w grupach i potrzebuje pomocy w jej organizacji.
  • Klasa jest „trudna” np. agresywni uczniowie, brak dyscypliny, małe zaangażowanie w naukę…
  • Temat jest skomplikowany i nauczyciel przewiduje różnice w tempie przyswajania materiału.
  • W klasie jest uczeń o specjalnych potrzebach.

Oczywiście trzeba byłoby pracować nad zmianą mentalności nauczycieli w dziedzinie profesjonalizacji zawodu. Nauczyciele muszą chcieć takiej pomocy! Dyrektor nie może wykorzystywać takiego procederu do sprawdzania i oceniania nauczycieli.
To było jeszcze do – „Ja dalej2”, a teraz nowe. Uwaga, aż się boję Waszych reakcji.
Na początku zatrudnić nauczycieli emerytów. Wielu nauczycieli odchodzi na emeryturę wcześniej, często są do tego zmuszani, bo trzeba zrobić miejsce nowym. Wielu nie czuje się z tym dobrze. Ich świat to szkoła i raptem pozostaje im pielęgnowanie w domu paprotek, bo na co innego ich nie stać. Więdną w domu jak te paprotki. Marnuje się ich doświadczenie. Może nie mają siły na pracowanie w pełnym etacie i nie chcą też odbierać godzin młodym nauczycielom, ale mogą służyć swoją wiedzą i pomocą jako drudzy nauczyciele.
Rozmawiałam z naszymi (z naszych programów) prawie emerytalnymi nauczycielami i oni zawsze entuzjastycznie się do takiej propozycji odnosili. Powiem więcej, chcieli pomagać ZA DARMO.
Taki potencjał, takie korzyści…..

Blogi Oś świata:
Jacek Strzemieczny Oś świata Jacka …
Danuta Sterna Moja oś świata
Marzena Żylińska Neourony w szkolnej ławce
Witold Szwajkowski Prawo do rozumienia
Wiesław Mariański Głos rodzica
Ewa Borgosz Do przyszłości
Ksawery Stojda Kolokolo Bird
Anetta, Grażyna Czas na przedszkole
Zofia Godlewska Patrząc na … szkołę
Strona główna blogów Oś świata

 

10 komentarzy

  • avatar

    xts

    18 listopada 2011 at 13:02

    Ależ oczywiście, że tak!
    A niby dlaczego ktoś miałby się oburzać? Oczywiście, że należy zatrudniać emerytów jeśli tylko chcą pracować i nikogo nie powinno się przymusowo wypychać na emeryturę! Tylko niby dlaczego mieliby pracować za darmo? Czy ich praca jest mniej efektywna niż trzydziestolatków? Jeśli już, to wprost przeciwnie.

  • avatar

    xts

    18 listopada 2011 at 14:52

    Proszę spróbować postawić samą siebie w sytuacji: wybiła sześćdziesiątka. Więc od jutra ma Pani przychodzić do tej samej szkoły, co do tej pory, ale nie dostawać za to pensji. I nie będzie Pani prowadzić lekcji samodzielnie, tylko pomagać jakiemuś niedouczonemu 25-latkowi.
    Jeśli jest sporo nauczycieli emerytów, chętnych do wolontariatu, to widzę tu zupełnie inne pole do wykorzystania – w kontekście właśnie pomocy dla tych Jasiów z Brzeskiej. Różne formy indywidualnej (albo w małych grupkach) pracy pozaszkolnej z dziećmi, których rodziców nie stać (finansowo albo mentalnie) na zapewnienie im wsparcia. I nie tylko chodzi o wyciągnięcie tych najbardziej zaniedbanych Jasiów, ale też i o uchronienie tych utalentowanych przed (ukłon dla M.Ż.) zupełną utratą ciekawości poznawczej i pokierowanie ich, by mimo biedy trafili w końcu na uniwersytet a nie do zawodówki.
    Jeśli są jacyś chętni do tego typu pomocy dzieciom i chcieliby porozmawiać o specyfice tuitingu – chętnie podzielę się moimi doświadczeniami z nauczania pozaszkolnego.

  • avatar

    Pani od fizyki

    19 listopada 2011 at 22:18

    Po tym co dzisiaj przeczytałam zapowiada się praca zarówno pań i panów do 67 roku życia, a mając tyle lat już raczej żaden nauczyciel-emeryt nie będzie miał ochoty przychodzić do szkoły i uczyć zgodnie z ideą wolontariatu.
    Może się mylę,
    ale akurat ostatnio w mojej szkole na zastępstwa czasowe za różnych nauczycieli przychodzą same emerytki, takie już czasem i z 7 letnim stażem emeryckim lub więcej. Proszę policzyć jaka pojawia się różnica wieku, a w związku z nią inne różnice jeśli emeryt pojawia się w gimnazjum. Niestety jest przepaść w zainteresowaniach, umiejętnościach korzystania z mediów czasem też nieatrakcyjne sposoby uczenia (ja to byłam metodykiem więc co oni, te nieuki, mi będą mówili, ja najlepiej wiem jak uczyć!). Panie owszem były metodykami, ale często 10, 15, 20 lat temu, a to szmat czasu, w którym do szkół weszły komputery, tablice interaktywne, projektory, serwis youtube z doświadczeniami z fizyki i nie tylko, pomoce multimedialne z wydawnictw, nie mówiąc już o ocenianiu kształtującym czy dzienniku elektronicznym i możliwością kontaktu z rodzicami także poprzez emaile i smsy, jeśli obie strony wyrażą zgodę na taką formę komunikacji dużo szybszej i często z większymi efektami wychowawczymi (jeśli mamy rodzica, który ma świadomość, że wychowanie jego dziecka trwa całą dobę).
    Zaczynam się już wewnętrznie buntować przeciwko sytuacji, w której na zastępstwa dyrekcje nie biorą młodych nauczycieli (bo oni „będą się uczyli razem z uczniami, a ja nie chce tak” – mówi dyrektor) tylko wciąż dzwonią po znajomych emerytach. Mogę trochę zrozumieć taką sytuację, gdy chodzi o klasy które na koniec roku czeka egzamin, ALE jaki jest problem w zatrudnianiu młodych nauczycieli do realizowania nauczania indywidualnego w domu ucznia? Przecież byłaby to idealna możliwość na to by się uczył z uczniem. Jeśli już ktoś uważa, że młody nauczyciel zrobi krzywdę swoim brakiem doświadczenia to akurat w tym przypadku byłby jeden uczeń a nie kilkuset. Poza tym to KIEDY i GDZIE młody nauczyciel ma nabrać doświadczenia wymaganego przez Państwa dyrektorów skoro sami odcinają możliwość pracy młodym?
    Finał jest taki, że młody jest bezrobotny (dyrekcja mówi o stercie podań ludzi po studiach), a pani emerytka ma emeryturę, 18 godzin zastępstwa i jeszcze z 5 czy więcej uczniów z nauczaniem indywidualnym w innych szkołach, a że uczy matematyki to tych godzin ma sporo. I narzeka, że ci uczniowie w gimnazjum to tacy czy owacy. Jeśli tak ma wyglądać wsparcie polskiej szkoły przez Państwa nauczycieli-emerytów to składam veto.

  • avatar

    Danusia

    20 listopada 2011 at 10:19

    Xts
    Chyba nie wyobraża sobie Pan, jak trudne jest pomaganie dzieciom z Brzeskiej. Zapraszam do Klubu Stowarzyszenia Mierz Wysoko. We wtorki są tam tak zwane odrabianki. Ja po ostatnich do tej pory liżę rany.
    Nie można liczyć na motywację, zdolności i chęci. Sukcesem jest skupienie się nad nauką choć przez chwilę.
    Mało kto sobie z tym radzi.
    Uważam, że nauczycielki tych dzieci to muszą być wspaniali ludzie. Obawiam się, że jednak częściowo muszą działać opresyjnie, bo naprawdę nie wiem jak mogą opanować kilku uczniów o takich zachowaniach w klasie.
    Nie mam pomysłu na taką sytuację, bo propozycja, aby się nimi nie zajmować, mnie nie satysfakcjonuje.
    D

  • avatar

    Danusia

    20 listopada 2011 at 10:32

    Pani od fizyki
    Rozumiem Pani frustrację związaną z zabieraniem pracy młodym nauczycielom przez dorabiających emerytów. To jest rola dyrektora.
    Mnie chodzi o chętnych emerytów, którzy chcą mieć kontakt ze szkołą i uczniami i którzy mogliby pomagać w lekcjach, a nie zabierać pracę innym.
    Znam takie osoby i dlatego myślę, że nawet zgodziliby się za darmo. Nie jest to pomysł strukturalny, ale środowiskowy. Jeśli są tacy emeryci, to ich wykorzystać. Taki emeryt nie byłby mądralą sprawdzającą nauczyciela, tylko pomocą dla niego. To nauczyciel planowałby lekcję i wyznaczał rolę drugiemu nauczycielowi. Nic w tym zagrażającego dla nauczyciela nie ma.
    Jeśli znalazłaby się choć mała gratyfikacja pieniężna dla takiego nauczyciela – seniora, to byłoby jeszcze lepiej.
    Nie wiem jak to wygląda od strony prawnej, pewnie wymagałoby dostosowania przepisów. NP obecność w klasie dodatkowej osoby nie zatrudnionej przez szkołę.
    Kołdra jest krótka, ale nie próbuję nią okryć starców, a odkryć młodych, może udałoby się użyć cieńszej kołdry, a większej.
    Danusia

  • avatar

    xts

    20 listopada 2011 at 11:16

    Na Brzeską trochę ode mnie daleko, ale od czasu do czasu mam do czynienia z dziećmi z okolicznych wsi, których rodzice zapewne nie potrafią nawet przeczytać etykietki od denaturatu. Sądzę, że to zbliżony problem.
    Widzę natomiast między nami różnicę podejścia (a może po prostu własnych doświadczeń i umiejętności dydaktycznych): Pani bardziej nastawia się na wyciągnięcie najbardziej zaniedbanych z jedynek na trójki, a ja na uchronieniu tych, co mają już trójki przed zupełnym zniechęceniem, utratą ciekawości, spadnięciem na jedynki i przerwaniem szkoły po gimnazjum.
    Na motywację można liczyć nawet u dzieci tych fioletowogębych rodziców, tylko trzeba im tę motywację pozwolić wykazać. Jeśli celem zajęć jest odrobienie lekcji, to oczywiste, że motywacji mają tyle samo, co w szkole – czyli nic. Jak by powiedziała M.Ż. – cała dopamina zużyta, nowa się nie produkuje. A jeśli się im pokazuje coś ciekawego, nie związanego bezpośrednio z tym, czym szkoła ich aktualnie męczy, to nabierają mnóstwo motywacji. Tyle, że trzeba świadomie zrezygnować z krótkoterminowego celu: pozytywnej oceny z zadanej do domu lekcji, czy nawet pozytywnej oceny na najbliższy semestr.
    Mój uczeń (taki z ‚dobrego domu’), chodzący do gminnego gimnazjum (zapyziałe mikromiasteczko), na lekcje ze mną zaprasza swoich gimnazjalnych kolegów ze wsi – jego rodzice uznali, że to może być dobry wkład w pomoc cywilizacyjną dla sąsiadów i sposób na zmniejszenie napięć pomiędzy niepiśmienną wsią, a osiedlem, gdzie ‚bogate mieszkają’. I te wiejskie dzieciaki korzystają niewiele mniej, niż mój główny uczeń. Tyle, że nie chodzą zbyt regularnie, ale trzech jest takich, co pojawia się na mniej więcej połowie moich lekcji. Dobre i to. Co najmniej jeden efekt edukacyjny słychać – przy mnie udaje im się mówić w miarę poprawnie.

  • avatar

    xts

    20 listopada 2011 at 14:04

    Uświadomiła mi Pani jeszcze jedną rzecz: wpływ ‚instytucjonalności’.
    Dziecko, nawet z marginesu, gdy jest zaproszone na lekcję nie do szkoły, klubu, domu kultury, tylko do prywatnego domu swojego kolegi z klasy i jest tam traktowane jak człowiek, traktuje to zupełnie inaczej: docenia i zachowuje się najlepiej jak potrafi (choć nie zawsze potrafi – to przyznaję…) Nigdy nie miałem kłopotu z dyscypliną, chamstwem, przyciągnięciem ich uwagi, „opanowaniem” uczniów, złym zachowaniem.

  • avatar

    Marek

    20 listopada 2011 at 21:18

    Możliwość zatrudnienia emerytów, jako dodatkowych nauczycieli jest dość trudna. Liczba dzieci zmniejsza się. Miliony ludzi, którzy wyjechali z Polski, raczej nie wrócą i nie urodzą tutaj dzieci. Subwencja jest liczona na 25 osobowe klasy. Znikają więc etaty i szkoły. W wielu placówkach nauczyciele zatrudniani są na ½ etatu. O przyjęciu nowych – młodych nie ma szans. Tylko Warszawa i Kraków mają dodatnie prognozy demograficzne.
    Jeśli chcemy zapewnić wsparcie nauczyciela w klasie to warto zadbać o wykorzystanie tych nauczycieli, którzy są w szkole i powrócić do zespołów przedmiotowych oraz międzyprzedmiotowych. Jeśli lekcja, prowadzona przez dwóch nauczycieli, ma być krokiem w dobrą stronę, to powinna być wspólnie przygotowana, a o potem wspólnie omówiona. Po to są zespoły nauczycieli.
    Zupełnie innym problemem są zastępstwa. Warto się zastanowić, czy w przypadku absencji chorobowej dłuższej niż dwa/trzy dni nie należy zatrudnić nauczyciela emeryta uczącego tego samego przedmiotu co nieobecny kolega lub koleżanka. Ale czy ktoś tak robi, sam jestem ciekaw?

  • avatar

    Danusia

    20 listopada 2011 at 22:25

    Absolutna racja, że dwóch nauczycieli ma tworzyć zespół uczący. Sprawa rozbija się o to: kto i ile ma zapłacić nauczycielowi wspomagającemu? No i oczywiście skąd na to wziąć?
    Dlatego pomysł emerytów, którzy mogliby być tańsi lub nawet darmowi. I nie chodzi o zastępstwa tylko o wspomaganie podczas lekcji. Zastępstwa to inna sprawa. Faktycznie często zastępstwo jest tylko „przesiedzianą” lekcją. Ale to zupełnie inna sprawa.
    Pomysłowi – dwóch nauczycieli – przyświecają dwa cele:
    – możliwość indywidualnej pomocy uczniom w czasie lekcji
    – doskonalenie profesji nauczyciela poprzez dyskusję między nauczycielami na temat doskonalenia procesu nauczania
    danusia

Dodaj komentarz